Rekordowe straty odnotowały akcje największych banków Mizuho i UFJ. Bezpośrednią przyczyną tak znacznej przeceny tych walorów było utworzenie przez rząd grupy zadaniowej do rozwiązania problemów złych długów, w skład której powołano szefa KPMG Financial KK Takeshi Kimurę. Opowiada się on bowiem za wprowadzeniem rezerw i likwidacją banków nie dysponujących wystarczającym kapitałem. Kolejny spadek kursów akcji na giełdzie zagraża z kolei dalszym uszczupleniem kapitałów banków, co jeszcze bardziej utrudni im dokonanie odpisów.
- Spadek Nikkei poniżej 9000 oznacza, że możemy znaleźć się w krytycznej sytuacji - powiedział agencji Bloomberga jun Terasaka, który zarządza 20 mld jenów w Toyota Asset Management. Jego zdaniem, Kimura "będzie nalegał na zastosowanie bardziej drastycznych kroków w celu bezpośredniego zasilenia systemu bankowego pieniędzmi podatników".
Zarówno Mizuho, jak i UFJ odnotowały spadki największe od początku notowań tych papierów na giełdzie w Tokio. Akcje Mizuho, największego na świecie banku, straciły tyle, ile dopuszcza dzienny limit, a więc 40 tys. jenów, czyli 16%. Kurs akcji UFJ, czwartego co do wielkości japońskiego banku, spadł też o 40 tys. jenów, a więc o 15%.
Niektórzy inwestorzy obawiają się, że Kimura zmusi banki do pozbycia się najsłabszych klientów. Jeśli bowiem rząd zdecyduje się na użycie publicznych pieniędzy do oddłużenia banków, to zwiększy kontrolę nad ich wykorzystaniem. A to doprowadzi wiele spółek do bankructwa i może wywołać reakcję łańcuchową.
Na zakończonej wczoraj rano sesji z dziewięciu akcji, które najbardziej spadły, siedem to były papiery największych dłużników UFJ i Mizuho. Kurs walorów firmy Daiei, która nie może uporać się ze spłatą długu, opiewającego na 17 mld USD, spadł o 15%. Akcje spółki budowlanej Daikyo, której w ubiegłym miesiącu UFJ i inne banki umorzyły 470 mld jenów długu, spadły o 6,2%.