Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Dziwny to był tydzień. Trzy dni spokoju, czwartego dnia zaskakująco mocna bycza końcówka oraz piąty dzień, podczas którego rynek spadkiem zareagował na, wydawałoby się, rewelacyjne dane makro. Wykresy tygodniowe wyglądają dość ponuro. Ten tydzień nie przyniósł rozstrzygnięcia co do kierunku, w jakim miałby się udać nasz rynek. Zarówno kontrakty, jak i indeks wyrysowały na wykresie tygodniowym małe świeczki, o których trudno coś konstruktywnego powiedzieć FUTUREStyg.gif WIG20tyg.gif Jedynym g

Publikacja: 05.10.2002 02:53

Dziwny to był tydzień. Trzy dni spokoju, czwartego dnia zaskakująco mocna

bycza końcówka oraz piąty dzień, podczas którego rynek spadkiem zareagował

na, wydawałoby się, rewelacyjne dane makro.

Wykresy tygodniowe wyglądają dość ponuro. Ten tydzień nie przyniósł

rozstrzygnięcia co do kierunku, w jakim miałby się udać nasz rynek. Zarówno

Reklama
Reklama

kontrakty, jak i indeks wyrysowały na wykresie tygodniowym małe świeczki, o

których trudno coś konstruktywnego powiedzieć FUTUREStyg.gif WIG20tyg.gif

Jedynym godnym uwagi faktem jest to, że poziomy wsparć zostały obronione.

Jednak sił na odbicie już bykom zabrakło. Obecne przebywanie rynku w

trendzie bocznym sprawiło, że sygnały techniczne, jakie pojawiają się

ostatnio same sobie zaprzeczają. Trudno w takiej sytuacji wyciągać

Reklama
Reklama

jednoznaczne wnioski, jednak nie przeszkadza to w określeniu strategii

działania zależnej od przebiegu notowań.

Patrząc na same wskaźniki tygodniowe można odnieść wrażenie, że rynek

znajduje się w nieco lepszej kondycji niż kilka tygodni temu ROCtyg_fut.gif

RSItyg_fut.gif Sygnały kupna zostały wygenerowane, co powinno podobać się

właścicielom długich pozycji. Jednak mimo tych sygnałów rynek nie kwapi się

Reklama
Reklama

do wzrostu. Ba, posługując się analizą wykresów dziennych można nawet dojść

do wniosku, że prędzej zaczniemy spadać.

Spójrzmy bowiem na wykres dzienny indeksu wig20.gif Nie trudno zauważyć, że

trwająca od dwóch miesięcy konsolidacja przybrała kształt trójkąta. Jest to

trójkąt prostokątny o górnym boku spadającym. Taka formacja jest zwykle

Reklama
Reklama

formacją kontynuacji trendu spadkowego i z większym prawdopodobieństwem

należy się spodziewać wybicia dołem trojkat.gif Według Murphiego, jeśli

występuje ona w trendzie wzrostowym to jest raczej zwiastunem jego końca. W

czasie kreślenia tej formacji, podaż jest bardziej aktywna, co wyraża się

przez wyznaczanie przez wykres coraz niższych szczytów. Popytowi udaje się

Reklama
Reklama

wprawdzie bronić poziomu wsparcia, lecz nie na długo. W końcu jest ono

przebijane. Spadek jest co najmniej równy wysokości trójkąta.

Tak więc, trójkąt taki zawsze kojarzy się "podażowo". W związku z tym, w

przypadku wybicia w górę należy podchodzić z dużą dozą ostrożności, gdyż

może być to wybicie fałszywe. W przypadku zajścia takiej sytuacji, poziomem

Reklama
Reklama

próby dla popytu nie jest spadkowa linia trendu, lecz poziom ostatniego,

budującego trójkąt szczytu. W wypadku naszego indeksu są to okolice 1110 pkt

(wykres liniowy) lub znany już opór na 1115 pkt (wykres świecowy).

Jak już wspomniałem, wysokość trójkąta, jest pomocna w określeniu minimum

ruchu, jaki powinien wykonać rynek. W naszym przypadku trójkąt ma w

przybliżeniu 150 pkt wysokości. Zatem przynajmniej takiego ruchu można się

spodziewać, po wybiciu dołem. Daje nam to poziom ok. 880-890 pkt. Niby

wszystko ładnie, ale kłóci się to przecież z ogólnie oczekiwanym wzrostem,

jaki ma nastąpić w październiku. Choć może właśnie to "ogólne oczekiwanie"

sprawi, że do tego wzrostu nie dojdzie, albo zacznie się on dopiero po

zejściu na wspomniane poziomy.

Do tego dochodzi to, co wałkuję już od dwóch miesięcy. Jest to pewna

prawidłowość, która i teraz ma szansę się zrealizować. Mowa oczywiście o

obserwacji, że obecnie znajdujemy się w trzeciej dużej fali spadkowej. Dwie

poprzednie takie fale były podzielone na dwie w miarę równe części, a

dzieliła je konsolidacja-korekta, która trwała co najmniej dwa miesiące.

Przypominam wykres.gif Obecnie da się zaobserwować, że stoimy przez drugą

częścią trzeciego dużego spadku. Pierwsza część została rozpoczęta na

początku roku, od styczniowego szczytu. Spadek trwał do lipca. Potem, że po trzecim cyklu układ ten miałby

się skończyć. Być może będzie i czwarty i piąty... a może nie będzie wcale

spadku poniżej 1000 pkt :) Rynek pokaże. W tej chwili wiele wskazuje, że

jednak wybicie dołem z trójkąta jest bardziej prawdopodobne.

Tyle jeśli chodzi o spadki. Jak już pisałem, konsolidacja sprawiła, że mamy

do czynienia z sprzecznymi sygnałami. I tak po tych negatywnych, mamy te

nieco cieplej odbierane przez byki. Są nimi wskaźniki dzienne. Głównie te

szybsze CCIdzienny_fut.gif RSIdzienny_fut.gif Tutaj widać, że udana obrona

wsparcia spowodowała znaczne polepszenie się układu tych wskaźników. Te

średnioterminowe sygnalizują oczywiście trend boczny, a więc raczej trudno

nimi się obecnie kierować MACDdzienny_fut.gif

Przypomnę, że wskaźniki są tylko pomocą, raczej mają coś sygnalizować,

ostrzegać. To ceny i ich zachowanie powinno być dla nas ostatecznym

drogowskazem. W tym kontekście interesująco wygląda sprawa czwartkowej

sporej białej świecy na wykresach indeksu wig20.gif i kontraktów

wig20fut.gif Na niskim poziomie tak mocna świeca rozbudza bycze oczekiwania.

Jednak już w piątek można było zauważyć pewien problem z dalszym wzrostem.

Na wykresach ukazały się nam świeczki z dużym górnym cieniem, które swoim

charakterem zdecydowanie kłócą się z optymizmem, jaki panował w czwartek.

Nie przekreśla to oczywiście możliwości wzrostu. Skoro znaleźli się chętni

do kupna w czwartek to i może znajdą się w kolejnych dniach. Należy jednak

pamiętać, że w czwartkowy wzrost dokonał się na bardzo małym obrocie, co by

sugerowało raczej cofnięcie się podaży niż zdrowy atak popytu. Było ją

natomiast już widać w piątek, gdy indeks próbował sforsować poziom 1065 pkt.

Wtedy przybyło sprzedających, którzy zaspokoili apatyty zlecających kupno.

Wzrost został przygaszony, ale jeszcze nie zupełnie przekreślony. Nadal

znajdujemy się bowiem nad poziomem połowy czwartkowej świeczki, co daje

bykom szansę. Nikłą ale zawsze.

Można zastanawiać się nad podobieństwem obecnej sytuacji do tej, jaka miała

miejsce w grudniu ub.r. (duża biała świeca, kilka małych i odjazd na

północ). Wtedy był to jednak nieco inny klimat. Wtedy wierzono, że wkrótce

nastąpi utęsknione ożywienie. To już miało być jego dyskontowanie. Efekt

tego dyskontowania odczuwamy właśnie obecnie. Nie dość, że ożywienie nie

pojawiło się, to w tej chwili nikt go w najbliższym czasie nie wyczekuje.

Nie jest to jednak jakiś nadmierny pesymizm, jednak każdy widzi, że

publikowane ostatnio dane nie nastrajają optymistycznie. Dotyczy to zarówno

naszego rodzimego rynku, jaki i rynku amerykańskiego.

U nas borykamy się z rządową propozycją budżetu na przyszły rok. Dużo się o

tym dyskutuje i w środowisku niezależnych ekonomistów trudno znaleźć osobę,

która ten projekt uważa za dobry. Tu nawet nie chodzi o to, że jest źle. To

wiedzą wszyscy. Tu chodzi o to, że może być gorzej, a budżet tego nie

przewiduje. Prognozowany wzrost PKB w wysokości 3,5% przez większość uważany

jest za zbyt optymistyczny. W piątek podobne zdanie wypowiedziała na jego

temat RPP. Zresztą Rada wypowiedziała także wiele innych uwag na temat

rządowego projektu. Nigdzie jednak nie znalazłem stwierdzenia, że Rada uważa

budżet za dobry, tak jak sobie tego życzył nasz minfin, G. Kołodko. Nie

bądźmy gołosłowni: "RPP pozytywnie oceniła prognozę inflacji, prognozę

wzrostu PKB uznała za zbyt optymistyczną", "Budżet 03 nie sprzyja poprawie

finansów publicznych, trwałemu wzrostowi i zwalczaniu bezrobocia", "Polityka

fiskalna 03 może być luźniejsza, niż przewiduje projekt budżetu", "RPP

przewiduje deficyt ekonomiczny 5,4 proc. PKB w 03 wobec 4,7 proc.

proinowych stóp na wysokim poziomie oraz umocnieniem

złotego". Czy to są stwierdzenia, które popierają budżet? Potencjalna

możliwość ponownego iskrzenia na styku rząd-RPP znowu się pojawiła, choć na

razie nie jest ona zbyt groźna.

W Stanach mieliśmy także kilka ciekawych danych. Początek tygodnia był

fatalny. Najpierw Chicago PMI, potem indeks ISM liczony dla przemysłu. Obie

dane niepomyślne i słabsze od wcześniejszych prognoz. W czwartek miła

niespodzianka. Po wartościach wspomnianych wskaźników oczekiwania, co do

wartości indeksu ISM liczonego dla usług nie były już zbyt wysokie. Ku

zaskoczeniu inwestorów poziom wskaźnika przewyższył nawet pierwotne

przewidywania. Rynki zareagowały mocnym wzrostem (stąd biała świeca w

czwartek). Nasz się zamknął wysoko, ale rynek amerykański zdążył do swojego

zamknięcia ochłonąć. Jednym z czynników tego ochłodzenia były inne dane,

także opublikowane w czwartek. Chodzi oczywiście o liczbę nowym wniosków o

zasiłek dla bezrobotnych. Ten cotygodniowy raport przykuwa uwagę inwestorów

zwykle w ograniczonym zakresie. W tym tygodniu było jednak inaczej, gdyż w

piątek miała zostać opublikowana stopa bezrobocia. Raport o wnioskach miał

być pomocny w jej oszacowaniu. Opublikowana liczba wniosków nieznacznie

przekroczyła wartości oczekiwane, ale czterotygodniowa średnia była

najwyższa od maja. To właśnie popsuło nastroje inwestorom w Stanach -

zakończyli sesję spadkami.

W związku z dużą ilością wniosków nie oczekiwano zbyt optymistycznych

piątkowych danych z rynku pracy. Do tego dochodziły niemal codzienne sygnały

z poszczególnych spółek o kolejnych zwolnieniach pracowników. Faktycznie,

zatrudnienie w przemyśle spadło o 35k podczas, gdy spodziewano się

niewielkiego, ale jednak wzrostu. Jednak sporym zaskoczeniem była niska

wartość stopy bezrobocia. Mimo wielu negatywnych czynników odnotowano spadek

bezrobocia! Jak to możliwe? Odpowiedź kryje się w szczegółach raportu

sporządzonego przez Departament Pracy. Główną przyczyną spadku stopy

bezrobocia był czysto statystyczny ruch w liczbie zatrudnionych i

bezrobotnych wśród nastolatków. W przedziale 18-19 lat bezrobocie spadło o

100k z 16% do 13,6%. Biorąc pod uwagę nieco szerszy zakres wiekowy, 16-19

lat zatrudnienie młodzieży wzrosło o ponad 320k. Stąd taki skok? Po pierwsze

w czasie wakacji młodzież jest zaliczana do puli bezrobotnych, jednak zwykle

się tego nie zauważa, gdyż przy obliczaniu stopy bezrobocia tą sezonową

zależność się uwzględnia. Tak więc, gdy rozpoczyna się rok szkolny młodzież

ponownie znajduje "zatrudnienie". Co ciekawe, dotyczy to także absolwentów.

Zatem dopóki absolwent nie zgłosi się po zasiłek, jest papierowo

zatrudniony. Taki skład liczby zatrudnionych wprowadzono w poprzednim roku.

Można się domyślać, że celowość takiego podejścia była jedynie doraźna, by

sztucznie zaniżoną stopą bezrobocia uspokoić rynek po ubiegłorocznym ataku

na WTC.

Wspomniany raport nie zawiera zbyt wielu optymistycznych danych. Wprawdzie

zrewidowano sierpniowy wzrost zatrudnienia do +107k, ale przypomnę, że

zbliżoną liczbę ludzi zatrudniło państwo w ramach służb porządkowych i

ochrony w czasie przygotowań do obchodów rocznicy ataku na WTC. Wkrótce

(może już w przyszłym miesiącu) okaże się, na jak długo ci ludzie zostali

zatrudnieni. Większość danych z raportu raczej nie nastraja optymistycznie.

Spada zatrudnienie w przemyśle (ciężki, wyposażenia, transport i

elektronika - czyli branże związane z produkcją dóbr inwestycyjnych).

Odnotowano także najdłuższy od wielu miesięcy (najdłuższy przez ostatnie 12

miesięcy) średni czas pozostawania bez pracy. Trend tej wielkości jest lekko

rosnący, co sprania się na "korzyść" tych co szukają dłużej. To nie są

sygnały optymistyczne.

Czy rynek w USA będzie w takim otoczeniu skory do wzrostów? Można mieć

poważne wątpliwości. Tym bardziej, że indeksy jakoś nie mogą się odkleić od

poziomów wsparcia. Ich przebicie to otwarta droga do powolnej, acz

systematycznej realizacji długoterminowych formacji głowy i ramion. W

dłuższym terminie nie sposób być optymistą. Rynkowi amerykańskiemu jeszcze b

ardzo daleko do dołka bessy. Ta ich już niemal wrodzona nadzieja i wieczny

optymizm sprawdzały się w dobie hossy. Gdy panuje bessa optymizm ją tylko

wydłuża, bo do totalnego zniechęcenia rynkiem, które jest podstawowym

warunkiem dla wystąpienia dołka, ciągle daleko. Obecnie akcje bezpośrednio

lub pośrednio w funduszach inwestycyjnych i emerytalnych posiada 52,7

miliona osób, co o ponad 7% przewyższa analogiczną liczbę z początku 1999

roku. Gdzie tu zniechęcenie? Gdzie awersja do rynku?

To są jednak problemy w dłuższym terminie. Nas interesują najbliższe

tygodnie. Z czysto technicznego punktu widzenia, spadki wydają się bardziej

prawdopodobne i tu o pozycji krótkiej pomyślałbym już przy przebiciu poziomu

wsparcia. Natomiast, jeśli rynek będzie wykazywał symptomy byczej

aktywności, to mając na uwadze Murphiego, do długiej bym się skłonił dopiero

po pokonaniu przez indeks poziomu oporu na 1115 pkt.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama