próby dla popytu nie jest spadkowa linia trendu, lecz poziom ostatniego,
budującego trójkąt szczytu. W wypadku naszego indeksu są to okolice 1110 pkt
(wykres liniowy) lub znany już opór na 1115 pkt (wykres świecowy).
Jak już wspomniałem, wysokość trójkąta, jest pomocna w określeniu minimum
ruchu, jaki powinien wykonać rynek. W naszym przypadku trójkąt ma w
przybliżeniu 150 pkt wysokości. Zatem przynajmniej takiego ruchu można się
spodziewać, po wybiciu dołem. Daje nam to poziom ok. 880-890 pkt. Niby
wszystko ładnie, ale kłóci się to przecież z ogólnie oczekiwanym wzrostem,
jaki ma nastąpić w październiku. Choć może właśnie to "ogólne oczekiwanie"
sprawi, że do tego wzrostu nie dojdzie, albo zacznie się on dopiero po
zejściu na wspomniane poziomy.
Do tego dochodzi to, co wałkuję już od dwóch miesięcy. Jest to pewna
prawidłowość, która i teraz ma szansę się zrealizować. Mowa oczywiście o
obserwacji, że obecnie znajdujemy się w trzeciej dużej fali spadkowej. Dwie
poprzednie takie fale były podzielone na dwie w miarę równe części, a
dzieliła je konsolidacja-korekta, która trwała co najmniej dwa miesiące.
Przypominam wykres.gif Obecnie da się zaobserwować, że stoimy przez drugą
częścią trzeciego dużego spadku. Pierwsza część została rozpoczęta na
początku roku, od styczniowego szczytu. Spadek trwał do lipca. Potem, że po trzecim cyklu układ ten miałby
się skończyć. Być może będzie i czwarty i piąty... a może nie będzie wcale
spadku poniżej 1000 pkt :) Rynek pokaże. W tej chwili wiele wskazuje, że
jednak wybicie dołem z trójkąta jest bardziej prawdopodobne.
Tyle jeśli chodzi o spadki. Jak już pisałem, konsolidacja sprawiła, że mamy
do czynienia z sprzecznymi sygnałami. I tak po tych negatywnych, mamy te
nieco cieplej odbierane przez byki. Są nimi wskaźniki dzienne. Głównie te
szybsze CCIdzienny_fut.gif RSIdzienny_fut.gif Tutaj widać, że udana obrona
wsparcia spowodowała znaczne polepszenie się układu tych wskaźników. Te
średnioterminowe sygnalizują oczywiście trend boczny, a więc raczej trudno
nimi się obecnie kierować MACDdzienny_fut.gif
Przypomnę, że wskaźniki są tylko pomocą, raczej mają coś sygnalizować,
ostrzegać. To ceny i ich zachowanie powinno być dla nas ostatecznym
drogowskazem. W tym kontekście interesująco wygląda sprawa czwartkowej
sporej białej świecy na wykresach indeksu wig20.gif i kontraktów
wig20fut.gif Na niskim poziomie tak mocna świeca rozbudza bycze oczekiwania.
Jednak już w piątek można było zauważyć pewien problem z dalszym wzrostem.
Na wykresach ukazały się nam świeczki z dużym górnym cieniem, które swoim
charakterem zdecydowanie kłócą się z optymizmem, jaki panował w czwartek.
Nie przekreśla to oczywiście możliwości wzrostu. Skoro znaleźli się chętni
do kupna w czwartek to i może znajdą się w kolejnych dniach. Należy jednak
pamiętać, że w czwartkowy wzrost dokonał się na bardzo małym obrocie, co by
sugerowało raczej cofnięcie się podaży niż zdrowy atak popytu. Było ją
natomiast już widać w piątek, gdy indeks próbował sforsować poziom 1065 pkt.
Wtedy przybyło sprzedających, którzy zaspokoili apatyty zlecających kupno.
Wzrost został przygaszony, ale jeszcze nie zupełnie przekreślony. Nadal
znajdujemy się bowiem nad poziomem połowy czwartkowej świeczki, co daje
bykom szansę. Nikłą ale zawsze.
Można zastanawiać się nad podobieństwem obecnej sytuacji do tej, jaka miała
miejsce w grudniu ub.r. (duża biała świeca, kilka małych i odjazd na
północ). Wtedy był to jednak nieco inny klimat. Wtedy wierzono, że wkrótce
nastąpi utęsknione ożywienie. To już miało być jego dyskontowanie. Efekt
tego dyskontowania odczuwamy właśnie obecnie. Nie dość, że ożywienie nie
pojawiło się, to w tej chwili nikt go w najbliższym czasie nie wyczekuje.
Nie jest to jednak jakiś nadmierny pesymizm, jednak każdy widzi, że
publikowane ostatnio dane nie nastrajają optymistycznie. Dotyczy to zarówno
naszego rodzimego rynku, jaki i rynku amerykańskiego.
U nas borykamy się z rządową propozycją budżetu na przyszły rok. Dużo się o
tym dyskutuje i w środowisku niezależnych ekonomistów trudno znaleźć osobę,
która ten projekt uważa za dobry. Tu nawet nie chodzi o to, że jest źle. To
wiedzą wszyscy. Tu chodzi o to, że może być gorzej, a budżet tego nie
przewiduje. Prognozowany wzrost PKB w wysokości 3,5% przez większość uważany
jest za zbyt optymistyczny. W piątek podobne zdanie wypowiedziała na jego
temat RPP. Zresztą Rada wypowiedziała także wiele innych uwag na temat
rządowego projektu. Nigdzie jednak nie znalazłem stwierdzenia, że Rada uważa
budżet za dobry, tak jak sobie tego życzył nasz minfin, G. Kołodko. Nie
bądźmy gołosłowni: "RPP pozytywnie oceniła prognozę inflacji, prognozę
wzrostu PKB uznała za zbyt optymistyczną", "Budżet 03 nie sprzyja poprawie
finansów publicznych, trwałemu wzrostowi i zwalczaniu bezrobocia", "Polityka
fiskalna 03 może być luźniejsza, niż przewiduje projekt budżetu", "RPP
przewiduje deficyt ekonomiczny 5,4 proc. PKB w 03 wobec 4,7 proc.
proinowych stóp na wysokim poziomie oraz umocnieniem
złotego". Czy to są stwierdzenia, które popierają budżet? Potencjalna
możliwość ponownego iskrzenia na styku rząd-RPP znowu się pojawiła, choć na
razie nie jest ona zbyt groźna.
W Stanach mieliśmy także kilka ciekawych danych. Początek tygodnia był
fatalny. Najpierw Chicago PMI, potem indeks ISM liczony dla przemysłu. Obie
dane niepomyślne i słabsze od wcześniejszych prognoz. W czwartek miła
niespodzianka. Po wartościach wspomnianych wskaźników oczekiwania, co do
wartości indeksu ISM liczonego dla usług nie były już zbyt wysokie. Ku
zaskoczeniu inwestorów poziom wskaźnika przewyższył nawet pierwotne
przewidywania. Rynki zareagowały mocnym wzrostem (stąd biała świeca w
czwartek). Nasz się zamknął wysoko, ale rynek amerykański zdążył do swojego
zamknięcia ochłonąć. Jednym z czynników tego ochłodzenia były inne dane,
także opublikowane w czwartek. Chodzi oczywiście o liczbę nowym wniosków o
zasiłek dla bezrobotnych. Ten cotygodniowy raport przykuwa uwagę inwestorów
zwykle w ograniczonym zakresie. W tym tygodniu było jednak inaczej, gdyż w
piątek miała zostać opublikowana stopa bezrobocia. Raport o wnioskach miał
być pomocny w jej oszacowaniu. Opublikowana liczba wniosków nieznacznie
przekroczyła wartości oczekiwane, ale czterotygodniowa średnia była
najwyższa od maja. To właśnie popsuło nastroje inwestorom w Stanach -
zakończyli sesję spadkami.
W związku z dużą ilością wniosków nie oczekiwano zbyt optymistycznych
piątkowych danych z rynku pracy. Do tego dochodziły niemal codzienne sygnały
z poszczególnych spółek o kolejnych zwolnieniach pracowników. Faktycznie,
zatrudnienie w przemyśle spadło o 35k podczas, gdy spodziewano się
niewielkiego, ale jednak wzrostu. Jednak sporym zaskoczeniem była niska
wartość stopy bezrobocia. Mimo wielu negatywnych czynników odnotowano spadek
bezrobocia! Jak to możliwe? Odpowiedź kryje się w szczegółach raportu
sporządzonego przez Departament Pracy. Główną przyczyną spadku stopy
bezrobocia był czysto statystyczny ruch w liczbie zatrudnionych i
bezrobotnych wśród nastolatków. W przedziale 18-19 lat bezrobocie spadło o
100k z 16% do 13,6%. Biorąc pod uwagę nieco szerszy zakres wiekowy, 16-19
lat zatrudnienie młodzieży wzrosło o ponad 320k. Stąd taki skok? Po pierwsze
w czasie wakacji młodzież jest zaliczana do puli bezrobotnych, jednak zwykle
się tego nie zauważa, gdyż przy obliczaniu stopy bezrobocia tą sezonową
zależność się uwzględnia. Tak więc, gdy rozpoczyna się rok szkolny młodzież
ponownie znajduje "zatrudnienie". Co ciekawe, dotyczy to także absolwentów.
Zatem dopóki absolwent nie zgłosi się po zasiłek, jest papierowo
zatrudniony. Taki skład liczby zatrudnionych wprowadzono w poprzednim roku.
Można się domyślać, że celowość takiego podejścia była jedynie doraźna, by
sztucznie zaniżoną stopą bezrobocia uspokoić rynek po ubiegłorocznym ataku
na WTC.
Wspomniany raport nie zawiera zbyt wielu optymistycznych danych. Wprawdzie
zrewidowano sierpniowy wzrost zatrudnienia do +107k, ale przypomnę, że
zbliżoną liczbę ludzi zatrudniło państwo w ramach służb porządkowych i
ochrony w czasie przygotowań do obchodów rocznicy ataku na WTC. Wkrótce
(może już w przyszłym miesiącu) okaże się, na jak długo ci ludzie zostali
zatrudnieni. Większość danych z raportu raczej nie nastraja optymistycznie.
Spada zatrudnienie w przemyśle (ciężki, wyposażenia, transport i
elektronika - czyli branże związane z produkcją dóbr inwestycyjnych).
Odnotowano także najdłuższy od wielu miesięcy (najdłuższy przez ostatnie 12
miesięcy) średni czas pozostawania bez pracy. Trend tej wielkości jest lekko
rosnący, co sprania się na "korzyść" tych co szukają dłużej. To nie są
sygnały optymistyczne.
Czy rynek w USA będzie w takim otoczeniu skory do wzrostów? Można mieć
poważne wątpliwości. Tym bardziej, że indeksy jakoś nie mogą się odkleić od
poziomów wsparcia. Ich przebicie to otwarta droga do powolnej, acz
systematycznej realizacji długoterminowych formacji głowy i ramion. W
dłuższym terminie nie sposób być optymistą. Rynkowi amerykańskiemu jeszcze b
ardzo daleko do dołka bessy. Ta ich już niemal wrodzona nadzieja i wieczny
optymizm sprawdzały się w dobie hossy. Gdy panuje bessa optymizm ją tylko
wydłuża, bo do totalnego zniechęcenia rynkiem, które jest podstawowym
warunkiem dla wystąpienia dołka, ciągle daleko. Obecnie akcje bezpośrednio
lub pośrednio w funduszach inwestycyjnych i emerytalnych posiada 52,7
miliona osób, co o ponad 7% przewyższa analogiczną liczbę z początku 1999
roku. Gdzie tu zniechęcenie? Gdzie awersja do rynku?
To są jednak problemy w dłuższym terminie. Nas interesują najbliższe
tygodnie. Z czysto technicznego punktu widzenia, spadki wydają się bardziej
prawdopodobne i tu o pozycji krótkiej pomyślałbym już przy przebiciu poziomu
wsparcia. Natomiast, jeśli rynek będzie wykazywał symptomy byczej
aktywności, to mając na uwadze Murphiego, do długiej bym się skłonił dopiero
po pokonaniu przez indeks poziomu oporu na 1115 pkt.
Kamil Jaros