Ostatnie sondaże opinii publicznej wykazały dalszy wzrost popularności kandydata opozycji. Luiz Inacio Lula da Silva mógł liczyć na poparcie 46,3% wyborców, wobec 33,6% dwa miesiące wcześniej. Jego główny przeciwnik Jose Serra, reprezentujący partię rządzącą, również odnotował wzrost - z 13,6%, do 17,6%.
Wyraźna przewaga Luli to efekt powszechnego niezadowolenia z polityki rządu prezydenta Fernando Henrique Cardoso, który nie zdołał ożywić brazylijskiej gospodarki. Według banku centralnego, produkt krajowy brutto powiększy się w bieżącym roku tylko o 1,4%. Zwolennicy kandydata opozycji - byłego przywódcy związkowego - liczą na wzrost wydatków publicznych oraz nowe miejsca pracy. Posunięcia takie groziłyby jednak nasileniem inflacji, dalszym spadkiem kursu reala, który stracił już w tym roku 37%, a także zwiększeniem olbrzymiego zadłużenia.
Prowadziłoby to do niewypłacalności, której najbardziej obawiają się posiadacze brazylijskich obligacji rządowych. Zdaniem inwestorów ankietowanych przez J.P. Morgan Chase, istnieje 45-proc. prawdopodobieństwo, że w rok po zwycięstwie Luli Brazylia nie będzie mogła wywiązać się ze swych zobowiązań. Ze względu na dominującą pozycję tego kraju w Ameryce Południowej kryzys finansowy mógłby rozprzestrzenić się na inne państwa regionu. Dotkliwie odczułyby go również zagraniczne banki i przedsiębiorstwa, zwłaszcza hiszpańskie, które prowadzą w Brazylii ożywioną działalność.
Obaw tych nie podzielają niektórzy eksperci, wskazując na gotowość Luli do honorowania zobowiązań zagranicznych, a także spełnienia wymogów MFW dotyczących ograniczenia deficytu budżetowego. Stanowią one jeden z warunków uzyskania przez Brazylię pomocy zagranicznej w łącznej kwocie 30 mld USD.
Firma Pacific Investment Management, zarządzająca największym na świecie funduszem wyspecjalizowanym w obligacjach uważa, że eksport pobudzi wzrost w gospodarce brazylijskiej, a spłata zadłużenia i kontrola wydatków publicznych zachęcą do powrotu inwestorów zagranicznych.