Poza S&P 500, najważniejsze indeksy amerykańskich rynków akcji pokonały lipcowe dna. Przełamanie wsparcia lipcowego oznacza, że spadki będą kontynuowane. Na niewiele się zdają w takim otoczeniu wypowiedzi w mediach ekspertów, wieszczących odwrót rynku niedźwiedzia, który uzasadniają formacją podwójnego dna. Po pierwsze, takiej formacji nie widać. Owszem, w czerwcu i sierpniu tego roku na wykresach indeksów widać pierwsze dno, ale na razie nie ma ukształtowanego drugiego i, co ważniejsze, nie nastąpiło przełamanie linii sygnalnej, która znajduje się na poziomie 9000 pkt. (średnia przemysłowa), 970 pkt. (S&P 500) i 1400 pkt. (Nasdaq Composite). Doszukiwanie się formacji podwójnego dna wpisuje się w koncert pobożnych życzeń, jaki uprawiają niektórzy analitycy za oceanem.
Długotrwałe spadki i krótkotrwałe korekty wzrostowe dobrze oddają siłę rynku niedźwiedzia, panującego od dłuższego czasu w Stanach Zjednoczonych. To prawda, że po rynku niedźwiedzia następuje w końcu rynek byka. Dla wejścia rynku akcji w fazę wzrostów niezbędne jest spełnienie kilku warunków. Po pierwsze, zyski muszą się zdecydowanie poprawić. Niestety, warunek ten trudno uznać za spełniony. Po bardzo słabym roku ubiegłym, w tym roku analitycy powszechnie spodziewali się wzrostu zysków. Profity miały być efektem ożywienia w gospodarce. Po mizernym wzroście PKB z II kwartału widać, że największa na świecie gospodarka ma poważne kłopoty z wejściem na ścieżkę szybkiego rozwoju. Widmo tzw. double dip stało się bardzo wyraźne.
Najnowsze dane agencji analitycznej First Call, nakazują ostrożnie podchodzić do kwestii poprawy zysków amerykańskich korporacji. Zbliża się termin publikacji raportów finansowych za III kwartał. Spółki przed zaprezentowaniem oficjalnych rezultatów przedstawiają dane wstępne (tzw. pre-announcements). Są one słabe. Według wyliczeń First Call, liczba ostrzeżeń o niespełnieniu prognoz znacząco przekracza liczbę korekt prognoz w górę. Stosunek ostrzeżeń do korekt w górę na koniec września wynosił 2,2. To o wiele więcej niż w kwartałach poprzednich (w II kwartale 2002 r. było to 1,2, w I kwartale 2002 r. - 1,6 oraz 1,8 w IV kwartale 2001 r.). Taka przewaga ostrzeżeń jest najwyższa od recesyjnego III kwartału 2001 roku (relacja ostrzeżeń do korekt w górę wynosiła wówczas 3,5). To z pewnością nie może stanowić racjonalnej pożywki dla inwestorów spragnionych wzrostów.
Na arenie politycznej wciąż trwają zmagania dyplomatyczne pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami interwencji w Iraku. Sporym ryzykiem wiążącym się z konfliktem zbrojnym jest jego ewentualna eskalacja na inne państwa regionu. Oznaczałoby bowiem nastanie "chudego okresu" dla rynków kapitałowych. Z całego zamieszania skorzystaliby prawdopodobnie inwestorzy posiadający długie pozycje na rynku ropy naftowej.
Zbliża się wprawdzie październik, który często stanowi czas kształtowania lokalnego dna i rozpoczyna falę wzrostów, jednak bazowanie na takim wyłącznie założeniu jest mocno ryzykowne. O wiele lepsze niż październik wydają się następne miesiące. Być może na przełomie roku dojdzie do rozstrzygnięcia sytuacji na scenie międzynarodowej i jedno zagrożenie dla rynków akcji przestanie istnieć. Sprawą o wiele bardziej skomplikowaną są z kolei zyski. Niski wzrost PKB w II kwartale tego roku w połączeniu z przewagą ostrzeżeń w danych wstępnych za III kwartał skłaniają większość amerykańskich banków inwestycyjnych do rewizji w dół prognoz na IV kwartał. Zdaniem wspomnianej First Call, w ostatnim kwartale tego roku EPS (zysk na akcję) spółek wzrośnie o prawie 21%. To dość optymistyczne założenie, zakładające z pewnością wzrost PKB nie na poziomie 1-2%. Obawiam się, że ten kwartał będzie kolejnym, kiedy analitycy będą korygowali swoje wcześniejsze założenia.Euroland/Japonia