Indeks największych spółek, po czwartkowym odbiciu od lokalnego wsparcia na poziomie 1031 pkt., kontynuował wzrosty na początku piątkowych notowań. Niestety, im dłużej trwała sesja, tym były one słabsze i tydzień zamknął się na poziomie 1052 pkt., co mogło rozczarować inwestorów.
WIG20 w czasie sesji doszedł do pierwszego znaczniejszego oporu, jakim jest linia trendu spadkowego, pociągnięta po korpusach świec z 13 maja, 27 sierpnia, 17 i 23 września. Linia ta to klucz do przełamania tendencji spadkowej, jaka trwa od końca sierpnia.
W razie uporania się z jej linią byki dość szybko trafią na następny, nie mniej istotny opór, czyli strefę 1109-1114 pkt. W tym obszarze już dwukrotnie na przestrzeni ostatniego miesiąca nastąpił kontratak niedźwiedzi.
Zbieganie się wspomnianych linii wsparcia i oporu jasno podpowiada, że już niedługo powinno dojść do przebicia jednej z nich i wygenerowania pewniejszego sygnału.
Wygląd fal Elliotta wskazuje raczej na to, że spadek rozpoczęty 11 września jest podwójnym zygzakiem i można zaklasyfikować go jako falę (b) w ostatniej wzrostowej fali korekcyjnego trójkąta budowanego od końca lipca. W tym oznaczeniu brakuje jeszcze wzrostowej podfali (c) i niewykluczone że zwyżka rozpoczęta w czwartek jest właśnie tą falą. Naturalnie wybicie z Elliottowskiego trójkąta powinno być zgodne z dominującym trendem spadkowym.