Zahamowanie spadków, jakie nastąpiło w ostatnich dniach, nie daje więc jeszcze podstaw do optymizmu, tym bardziej że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia na przełomie ostatnich tygodni. W dalszym ciągu większość sygnałów przemawia za tym, że duże szanse realizacji w perspektywie najbliższych tygodni ma scenariusz, zakładający możliwość pogorszenia koniunktury. Decydujące w tym zakresie będzie wprawdzie dopiero sforsowanie minimów z końca lipca i początku września br. w strefie ok. 1026-1030 pkt., jednak do testu może dojść w najbliższym czasie, a ryzyko przebicia jest spore. Za taką możliwością przemawia chociażby dominujący trend średnioterminowy czy też układ średnich, wskazujący na rynek niedźwiedzia.
Od dwóch miesięcy na rynku dominuje konsolidacja, nie przynosząca jednak na razie oznak aktywniejszej postawy byków. Stąd też trudno obecnie traktować ją jako wiarygodniejszy sygnał, sugerujący, że rynek osiągnął trwalsze dno. Jest to raczej w przeważającej mierze efekt cofnięcia się podaży, czego nie można uznać za przesłankę, dającą powody do zbytniego optymizmu. Walka ma wprawdzie miejsce w pobliżu jednego z najistotniejszych historycznie obszarów wsparcia w strefie 970-1000 pkt., ale brak zdecydowanej reakcji w tym rejonie sugeruje, że popyt ciągle jest zbyt słaby, by zainicjować wyraźniejszy ruch wzrostowy. Potwierdza to również ostatni okres, kiedy to zbyt dużym wyzwaniem dla byków okazały się już pierwsze z ważniejszych oporów. Nieudane ataki na lukę bessy z 3 września oraz linię trendu spadkowego z początku czerwca, bez pokonania których trudno liczyć na większe odbicie, nie są dobrym prognostykiem dla poprawy koniunktury w najbliższym czasie.Obawy te uzasadniają zresztą również inne przesłanki, jak chociażby sytuacja w ujęciu tygodniowym. O ile dolne cienie świec z końca lipca i początku września można w tym układzie interpretować jako próby obrony wspomnianego wyżej obszaru wsparcia, to górne cienie ostatnich dwóch korpusów przemawiają za tym, że jedynie na obronie może się w perspektywie kolejnych tygodni skończyć. Świadczą one bowiem z jednej strony o czujności i zdecydowaniu podaży, wykorzystującej wzrosty do aktywniejszego zamknięcia pozycji, z drugiej zaś o słabości popytu, nie będącego w stanie przeciwstawić się tej presji. Świeca z poprzedniego tygodnia posiada wprawdzie kształt zapowiadającej odbicie formacji odwróconego młota, ale biorąc pod uwagę, że jej uformowania nie poprzedził większy trend, a tylko ruch boczny, taka interpretacja wydaje się raczej wątpliwa.
Najważniejszym zagrożeniem dla większej zwyżki są położone stosunkowo blisko ważne opory. Z pierwszym z nich, który tworzy okno bessy w przedziale 1082-1090 pkt., WIG20 stara się właśnie uporać i są szanse, że wkrótce sztuka ta się powiedzie. Nie jest to jednak wielkie pocieszenie, biorąc pod uwagę, że najsilniejsze z barier podażowych znajdują się wyżej. Kluczowe w tym zakresie będą luka bessy z 3 września w strefie 1100-1120 pkt. oraz linia trendu spadkowego z początku czerwca, biegnąca obecnie na wysokości ok. 1108 pkt.
Można wprawdzie oczekiwać, że w perspektywie najbliższych kilku sesji dojdzie do ataku na powyższe opory, jednak prawdopodobieństwo zakończenia zwyżki w tym rejonie jest duże. W tym układzie wydaje się więc, że nawet w bardziej optymistycznym wariancie można w najbliższym czasie oczekiwać jedynie kontynuacji trendu horyzontalnego.