Rosyjskie ministerstwo skarbu już wcześniej proponowało sprzedaż akcji Sławnieftu, ale był to tylko 19,7-proc. udział, który nie spotkał się z zainteresowaniem ze strony potencjalnych inwestorów. Teraz jednak proponuje ono kontrolny pakiet akcji (75%), licząc, że będzie to bardzo poważny argument przyciągający kandydatów. Wiceminister skarbu Aleksander Braverman potwierdził wczoraj plany prywatyzacyjne, dodając jednak, że muszą one jeszcze uzyskać aprobatę rządu. - Spodziewamy się zainteresowania ofertą zarówno ze strony potentatów zagranicznych, jak i naszych rodzimych koncernów - powiedział A. Braverman.
Rosja potrzebuje środków z prywatyzacji na spłatę zadłużenia zagranicznego. W przyszłym roku kraj ten musi przeznaczyć na ten cel 17,2 mld USD. Tymczasem wyprzedaż majątku skarbu państwa nie następuje zgodnie z oczekiwaniami. W sierpniu trzeba było odwołać ofertę sprzedaży 5,9% akcji potentata branży naftowej - Łukoilu - ponieważ potencjalni kandydaci, obawiając się schłodzenia koniunktury, nie chcieli zapłacić nawet minimalnej ceny wymaganej przez rząd. Aleksander Braverman nie wypowiada się teraz, jakie będą dalsze losy akcji Łukoilu, wycenianych na 828 mln USD. Rząd rosyjski oficjalnie zakłada, że wpływy do budżetu w tym roku z prywatyzacji powinny wynieść 1,1 mld USD. Jeśli powiodłaby się sprzedaż Sławnieftu, wówczas plan ten może zostać wyraźnie przekroczony.
Sławnieft to nieco mniejszy rosyjski koncern naftowy, produkujący 272 tys. baryłek dziennie, co stanowi 4% rosyjskiej produkcji. W ub.r. spółka odnotowała 78--proc. spadek zysku netto do 3,7 mld rubli (116 mln USD). Oprócz rosyjskiego skarbu państwa, 10,8% walorów koncernu znajduje się w posiadaniu władz Białorusi.