Narodowe Biuro Badań Ekonomicznych (National Bureau of Economic Research - NBER), uważane za najwyższego arbitra w określaniu dat granicznych kolejnych cykli gospodarczych w USA, wciąż wstrzymuje się z oficjalnym ogłoszeniem daty końca recesji, która rozpoczęła się w marcu 2001 r. Od tego czasu rynek pracy kurczył się przez 13 miesięcy z rzędu. Pierwszy niewielki wzrost liczby miejsc pracy odnotowano dopiero w maju br. i w kolejnych czterech miesiącach. Jednak już we wrześniu znów nastąpiła skokowa redukcja etatów o 43 tysiące.

Ekonomistów niepokoi także sytuacja w amerykańskim przemyśle. Producenci najwyraźniej nie chcą zatrudniać nowych pracowników i zwiększać produkcji, nastawiając się przede wszystkim na przetrwanie trudnych czasów. Na dłuższą metę taka strategia oznacza utrwalanie się procesów stagnacyjnych. W ostatnich trzech miesiącach znacznie osłabł wskaźnik aktywności produkcyjnej, publikowany przez Institute of Supply Management, a we wrześniu indeks ten spadł nawet poniżej progowej wartości 50 punktów. Świadczy to o tym, że ten sektor gospodarki znów zaczął się kurczyć.

Na osłabienie koniunktury wskazują dane o wrześniowej sprzedaży detalicznej, ogłoszone w piątek przez Departament Handlu. Zamiast spodziewanego spadku 0,6%, obniżyła się ona aż o 1,2%. W sierpniu natomiast odnotowano wzrost sprzedaży o 0,3%. Oznacza to, że we wrześniu konsumenci, wyraźnie zaniepokojeni sytuacją gospodarczą i ekonomiczną, częściej pozostawali w domach i nie decydowali się na poważniejsze zakupy.

Nie bez znaczenia jest także wysokie zadłużenie Amerykanów, którzy dziś wydają 1,22 USD na każdego zarobionego dolara. Konieczność spłacania kredytów konsumpcyjnych może skutecznie zahamować dalszy rozwój gospodarczy. Tymczasem od wewnętrznego popytu zależy aż dwie trzecie amerykańskiego dochodu narodowego. Wielkie sieci sklepów też notują nie najlepsze wyniki sprzedaży i spodziewają się, że sezon świątecznych zakupów nie będzie najlepszy. Pogorszą go jeszcze skutki blokady portów zachodniego wybrzeża USA. Już teraz wiadomo, że dokerzy nie zdążą rozładować na czas wszystkich towarów, które handlowcy chcą sprzedać w okresie świątecznych zakupów.

Ekonomiści z niepokojem będą czekać na dane, dotyczące wzrostu gospodarczego amerykańskiej gospodarki w III kwartale. Wszystko wskazuje na to, że wzrost PKB wyniesie powyżej 3%, ale ożywienie gospodarka będzie zawdzięczać przede wszystkim dobrej koniunkturze na rynku motoryzacyjnym, gdzie producenci oferowali atrakcyjne rabaty i zniżki. W IV kwartale wszyscy jednak oczekują kolejnego zwolnienia gospodarki. Nie wiadomo, czy będzie to oznaczać początek tak zwanej wtórnej recesji (double dip recession). Na razie administracja USA robi wszystko, aby powszechne obawy nie stały się samospełniającą się przepowiednią. - Poruszamy się na wyboistej drodze w stronę ożywienia - zapewnia sekretarz skarbu Paul O'Neill - Może nie odbywa się to w bardzo szybkim tempie, ale nie ma powodu do paniki.