Do czasu ustanowienia tego dołka będziemy świadkami niejednego dynamicznego wzrostu rynku. Od marca 2000 r. takich zrywów było przynajmniej kilka, a wszystkim towarzyszył mocny doping analityków i przekonanie o zakończonej bessie. Jednak za każdym razem ustanawialiśmy nowe minima i zapewne taki schemat będzie powtarzany. Poniższy tekst ma nawet szansę ukazać się w krótkoterminowym dołku, ale nie martwię się - wiem, że będą kolejne.
Wysokie "C"
Jest wiele sposobów sprawdzenia, czy obecna wycena spółek jest odpowiednia. Jednym z najpopularniejszych jest porównanie zysków, jakie osiągnęły firmy za ostatni rok, do ich wartości rynkowej. Służy do tego wskaźnik cena/zysk. Z danych historycznych z rynku amerykańskiego wynika, że wycena przedsiębiorstw giełdowych jest adekwatna do ich zysków przy C/Z w okolicach 15. Można przyjąć, że każde większe odchylenie będzie świadczyć o przewartościowaniu (C/Z powyżej 20) lub niedowartościowaniu rynku (C/Z poniżej 10). Prześledźmy, na przykładzie indeksu S&P 500, jak reguła ta sprawdzała się w ostatnich kilkudziesięciu latach.
Na przełomie lat 1972/73 po raz pierwszy od dziesięciu lat wskaźnik C/Z dla wszystkich spółek z tego indeksu przekroczył wartość 20. Kilka tygodni później rozpoczęła się bolesna bessa, która zabrała blisko połowę wartości S&P 500. Warto od razu podkreślić fakt, że spadki skończyły się nie na poziomach uzasadnionych fundamentalnie, ale zgodnie z teorią wychylenia wahadła w drugą stronę, dopiero na poziomach wskazujących niedowartościowanie, czyli przy C/Z poniżej 10. Pomimo późniejszego wzrostu indeksu, wskaźnik przebywał w strefie niedowartościowania jeszcze przez kilka lat (szybciej rosły zyski spółek), ale w latach 1985-1987 podwojenie wartości S&P 500 natychmiast doprowadziło wskaźnik C/Z ponownie w rejon przewartościowania (powyżej 20). Jeszcze w tym samym roku inwestorzy mogli podziwiać największy w historii jednodniowy spadek indeksów (ponad 20%), który na nowo zdefiniował pojęcie krachu.
Na kolejne przewartościowanie rynku nie trzeba było długo czekać. Gospodarczy boom tak mocno wywindował nadzieje inwestorów, że począwszy od 1996 roku C/Z wzrósł do niespotykanych dotąd wartości. Wskaźnik już nie tylko przekroczył poziom 20, ale dla niektórych indeksów osiągnął wartości trzycyfrowe! Nie pomogło nawet słynne wystąpienie Allana Greenspana, w którym słowami "irrational exuberance" (irracjonalne bogactwo) ostrzegał rynki przed występującym już przewartościowaniem (Dow Jones notował 5500 pkt. - 1996 r.). Takie mało optymistyczne wypowiedzi zbywane były zawsze jednym zdaniem - "teraz będzie inaczej". Faktycznie było, gdyż jeszcze nigdy indeksy nie urosły tak wysoko, odrywając się przy tym tak daleko od wartości fundamentalnych. Nawet jeśli spojrzeć na najgorszy dla akcji kryzys 1929-1932 r., który zabrał 90% wartości rynku, to nie poprzedzało go pojawienie się takiej różnicy między cenami akcji i zyskami osiąganymi przez spółki. Wskaźnik C/Z zaledwie przez kilka tygodni nieznacznie przekraczał wtedy poziom 20.