Na otwarcie inwestorzy musieli przypomnieć sobie, że problem terroryzmu nawiedzi rynki jeszcze nie raz. Związana z tym niepewność wyrządza indeksom większe szkody niż niejedna zła wiadomość. Większość światowych rynków rozpoczęła sesję sporymi minusami i GPW też nie mogła oprzeć się tym trendom. Jednak od samego początku widać było, że nawet w takich okolicznościach brak jest zdecydowanej podaży, a to dobrze wróży na kolejne sesje. Wprawdzie indeks spadł parę punktów, a kontrakty zanotowały minimum na 1076 pkt., ale działo się to przy śladowych wręcz obrotach. Spadki były znacznie mniejsze niż na zachodnich rynkch, wreszcie poranna przecena skończyła się już na luce hossy. Jej obszaru broniły bardzo duże oferty i wystarczyło zaledwie wyhamowanie spadków w Eurolandzie, by u nas zaczęło się odbicie, dość ślamazarnie doprowadzające rynki pod piątkowe szczyty. Do oporów jeszcze parę punktów zostało.
Wart zauważenia jest fakt, że kontrakty po raz kolejny wyprzedzają o krok ruch indeksu. Najpierw poranna ujemna baza dość trafnie sygnalizowała słabe nastroje na otwarcie, a kilkanaście minut przed zwrotem indeksu kontrakty, nie przejmując się dalszą przeceną akcji, rozpoczęły już odreagowanie. Jego skalę niemal co do punktu dwa kwadranse później zrealizował także indeks. Obserwując codziennie rynek, wyraźnie widać, że w ostatnich miesiącach zdecydowanie wzrosła skuteczność prognozowania ruchów WIG20. Powodów do tego można upatrywać kilka, ale chyba najważniejszym jest coraz większe doświadczenie indywidualnych inwestorów, którzy przez ostatnie lata zdołali nauczyć się już strategii funduszy. Zamiast walczyć (baza +/- 40 pkt.) z ich czasami nieracjonalnymi ruchami, rynek terminowy stara się do nich dopasowywać i wyprzedzać je.