Czy rzeczywiście Stocznię Gdynia może czekać podobny los do Stoczni Szczecińskiej?
Janusz Szlanta, prezes Stoczni Gdynia: Jesteśmy w innej sytuacji, jeśli chodzi o rezultaty i stan naszej produkcji. W momencie kiedy Stocznia Szczecińska upadała, była zadłużona w bankach na prawie 400 mln USD. My w tym roku oddaliśmy już 13 statków i 360 mln USD kredytów. W tej chwili nasze zobowiązania wobec banków, które finansują budowę statków, nie przekraczają 40 mln USD.
Stoczniowcy czują się oszukani przewlekaniem procedur uruchomienia przyrzeczonych przez rząd 24 września gwarancji kredytowych na 53 mln USD. Czy to prawda, że takie gwarancje były?
W czerwcu i lipcu, kiedy upadała Stocznia Szczecińska, trwały intensywne prace w rządzie (... nad - przyp. red.) programem wsparcia dla sektora stoczniowego. O ile dobrze pamiętam, 16 lipca taki program wsparcia został przyjęty. (...) Podmioty gospodarcze działające w tym sektorze muszą same sobie pomóc i my, oczywiście, staramy się tak czynić (...)
Słyszał Pan mocne słowa stoczniowców: "...bankructwo..., zakład chce pracować, tak samo kilkadziesiąt osób związanych z zakładem, a tu brak gwarancji..., pieniądze wypłacane są na raty...".