Przed wtorkową sesją wielu inwestorów miało nadzieję na dotarcie przez indeks WIG20 do oporu na poziomie 1118 pkt. Nadzieja ta okazała się uzasadniona: indeks dotarł do tej wartości już w pierwszej godzinie notowań, po czym po krótkiej konsolidacji ruszył do góry. Ostatecznie jednak opór został jedynie nieznacznie naruszony, co bardzo utrudnia prognozowanie następnych sesji.

Obecną poprawę koniunktury na warszawskiej giełdzie zawdzięczamy przede wszystkim dwóm czynnikom: niskiej płynności naszego rynku, spowodowanej zakumulowaniem akcji w portfelach krajowych instytucji oraz wzrostom na rynkach zagranicznych. Dzięki zapoczątkowanemu w końcu ubiegłego tygodnia odbiciu indeksy NASDAQ oraz S&P 500 pokonały linie krótkoterminowego trendu spadkowego. Nie liczyłbym jednak na to, że poprawa koniunktury utrzyma się tak długo jak rok temu, kiedy fala wzrostowa zapoczątkowana w połowie września trwała około 6 miesięcy. O stałym pogarszaniu się sytuacji gospodarczej na świecie oraz zbliżającym się terminie wojny z Irakiem można zapomnieć tylko na chwilę.

Wzrostom na naszym rynku sprzyja też zbliżająca się końcówka roku. W ostatnich trzech latach czwarty kwartał był okresem wzrostów na rynku akcji, a ponadto - podobnie jak w tym roku - poprzedzały go znaczące spadki w trzecim kwartale. W warunkach sporego prawdopodobieństwa choćby krótkoterminowych wzrostów niewielu zarządzających może sobie pozwolić na utrzymywanie zaangażowania w akcjach, które odbiegałoby w dół od konkurencji. Warto jednak pamiętać, że hossa zaczyna się wówczas, gdy większość inwestorów boi się kupować akcje. Trudno natomiast o solidne podstawy wzrostów, gdy ich motywem jest strach przed brakiem akcji.

Kontynuacji wzrostów w krótkim okresie sprzyja jednak niewielka podaż akcji. Do ich szybkiego wyzbywania się nie zachęcają oczekiwane wydarzenia związane z przystąpieniem Polski do UE. Preferowanym przeze mnie scenariuszem jest jednak powstrzymanie wzrostów na poziomie 1170 pkt. i utrzymanie się na GPW trendu horyzontalnego.