Amerykańskie indeksy wzrosły wczoraj już czwarty dzień z rzędu, czego\
inwestorzy nie doświadczyli od ponad dwóch miesięcy. Na rynku przeważa opinia, że analitycy za bardzo obniżyli prognozy zysku wielu spółek i publikowane teraz wyniki trzeciego kwartału okazują się lepsze.
We wtorek tak było w przypadku Citigroup, Fannie Mae i Johnson & Johnson. Akcje Microsoftu zdrożały po tym, jak analityk Goldman Sachs wyraził przypuszczenie, że wyniki tego największego na świecie producenta oprogramowania będą zgodne z prognozowanymi albo i lepsze. Spółka jutro opublikuje raport kwartalny. W tym tygodniu wyniki poda ok. jednej trzeciej spółek wchodzących w skład indeksu Standard & Poor's 500.
Na początku sesji na NYSE i na Nasdaqu na jedną taniejącą akcję przypadały ponad cztery z rosnącym kursem. Największe wrażenie na inwestorach zrobiły wyniki Citigroup. Ta największa na świecie instytucja finansowa zwiększyła zysk w III kw. o 23%. Tego analitycy nie spodziewali się. Od początku roku akcje spółki staniały o 27%, głównie w wyniku dochodzeń prowadzonych w jej biurze maklerskim Salomon Smith Barney, w związku z jego współpracą z Enronem, WorldComem i innymi klientami oskarżonymi o nadużycia. Wczoraj papiery te zdrożały o ponad 10%. Do godz. 18.00 naszego czasu indeks Dow Jones zyskał 3,62%, S&P 500 wzrósł o 3,70%, a Nasdaq o 4,24%.
Od rana drożały też akcje na europejskich giełdach. Wszystkie 17 zachodnioeuropejskich indeksów odnotowało wzrosty. Wskaźnik giełdy paryskiej przekroczył psychologiczną granicę 3 tys. pkt., a londyński FT-SE 100 4 tys. pkt. Nastroje inwestorów poprawiły wyniki Philipsa, który wyraźnie zmniejszył stratę w III kw. oraz LVMH i BMW, które zwiększyły sprzedaż, co raz jeszcze dowiodło, że gorsza koniunktura gospodarcza nie szkodzi nabywcom luksusowych towarów. Akcje LVMH zdrożały o 6,2%, a BMW o 5,3%.