Skala ostatnich zwyżek skłania do pytania o znaczenie obecnego ruchu wzrostowego zarówno na giełdach światowych jak i na WGPW. Uważam, że na razie można klasyfikować go jedynie jako korektę w spadku. Indeks szerokiego rynku amerykańskiego (S&P 500) dotarł właśnie do spadkowej linii trendu, co każe zachować ostrożność przy podejmowaniu decyzji o ewentualnym kupnie akcji. Również z fundamentalnego punktu widzenie brak podstaw do sformułowania tezy o realnej perspektywie szybkiej poprawy koniunktury w globalnej gospodarce. Przede wszystkim dlatego, że niska dynamika podaży pieniądza (+6,2% w skali rocznej) w USA jest z reguły zapowiedzią dalszego pogorszenie w sferze realnej (dynamika realnego PKB) zwłaszcza, że ilość kredytów w sektorze prywatnym spada. Warto również pamiętać o wysokich, na tle średnich historycznych, poziomach tamtejszych wskaźników rynkowych (C/Z, C/WK)
Jednym chyba uzasadnieniem obecnej fali zakupów była chęć uczestniczenia w efekcie przełomu roku, który (na przykład na naszym rynku) przynosił z reguły co najmniej 20-proc. zwyżkę. Być może też uczestnicy rynku przypomnieli sobie o cyklu prezydenckich, którego dołki przypadają co cztery lata a ostatni był na jesieni 1998 roku. To oczywiście ważne argumenty ale wydaje się, że brak podstaw do formułowania tezy o hossie właśnie z uwagi na brak wspomnianych podstaw fundamentalnych. Należy ponadto pamiętać, że brak na razie typowego dla końca bessy skrajnego pesymizmu. Najbardziej chyba dobitnym tego przykładem jest opublikowany kilka tygodni temu raport,,Barrons", w który zapytano czołowych strategów od akcji z największych banków inwestycyjnych, o perspektywy rynku amerykańskiego. Okazuje się, że praktycznie wszyscy byli optymistami i obstawiali wzrosty. Czy tak rodzi się hossa? Raczej nie i dlatego ostrożność jest bardzo wskazana.