byków tłumaczącą wszystko optymistycznie. Dla tych co mniej śledzą rynek
amerykański krótki przepis na hossę: Inwestorzy oczekują, że Spółka poda
zysk za III kwartał np. 4$ na akcje. Spółka wyceniania jest na poziomie 100$
i jeśli poda faktycznie zysk 4$ to jej kurs zapewne niewiele się zmieni.
Przed sezonem wyników spółka ogłasza ostrzeżenie, a prezes tłumaczy jak
ciężko jest w branży. Następuje natychmiastowy spadek do 90$ przy obniżeniu
prognoz zysku do 1$ na akcje. Spółka jednak bardzo mile zaskakuje inwestorów
i publikuje zysk 2$ na akcje. Jaka jest reakcja Wall Street ? Natychmiastowe
podwyższenie rekomendacji do "silnie kupuj" przez większość banków i rynkowa
euforia. Znając życie spółka rośnie wtedy do 110-120$ za akcje. Wszystko
przy publikacji zysku 2$ zamiast 4$, przy których wyceniana była na giełdzie
na 100$. Oczywiście to spore uproszczenie, ale tak to w większości
przypadków ostatnie kwartały funkcjonuje w czasie publikacji wyników. Prawda
jakie proste ? Dziwne też, że mało kto zwraca uwagę na np. spory spadek
zysków operacyjnych, które nadrabia się nadzwyczajnymi zyskami np. ze
sprzedaży nieruchomości, czy całych działów firmy. Parę spółek miało nawet
"kwiatki" w stylu "niezrealizowanych jeszcze zysków", ale wliczonych już
jako zysk. Część analityków zwraca też uwagę na niektóre zbyt niskie
rezerwy, ale takich analiz trzeba szukać ze świecą. Nawet jeśli nie ma się
już ów zależy, czy
przejmują się coraz gorszą sytuacją spółki, czy mają nadzieje na poprawę.
Analitycy i media z reguły zachęcają do tego drugiego.
Ponarzekałem, poprzynudzałem, jeszcze parę słów o ekonomii i wracam na
polską orbitę. Można oczywiście powiedzieć, że indeksy amerykańskie
wyprzedzają ekonomię i to co się będzie działo za 6-9 miesięcy. Obecne
odbicie indeksów i powiedzmy dalsza hossa świadczyłyby o końcu spowolnienia
gospodarczego w przyszłym roku. Może i tak będzie. Jest tylko jeden problem.
Jeśli ma się to sprawdzić, to przy obecnej wycenie spółek i trwającym
jeszcze 6-9 miesięcy gospodarczym spowolnieniu (na co też wskazują ostatnie
ruchy indeksów), na samym jego końcu spółki byłyby kosmicznie
przewartościowane. Już teraz wygląda to kiepsko (o czym więcej pisałem we
wtorkowym artykule do Parkietu), a co byłoby dopiero np. przy rozpoczęciu
kolejnej recesji ? Niestety większość danych makro coraz wyraźniej ostrzega
przed takim scenariuszem. Oprócz dobrych danych z rynku nieruchomości (i tak
będzie jeszcze przez okres tak niskich stóp procentowych) wszystkie dane
mogły rozczarować. Produkcja przemysłowa mimo prognozowanego wzrostu spadła
drugi miesiąc z rzędu. Liczba wniosków od bezrobotnych kolejny raz
przekroczyła magiczną "recesyjną" barierę 400k., a deficyt handlowy
niespodziewanie wzrósł do 38,5 mld $ przy wzroście importu i spadku
eksportu. Import wzrósł 2% do 120,3 mld, do poziomu najwyższego od marca
2001, a przypomnę, że właśnie w tym momencie rozpoczęła się oficjalna
recesja. Eksport spadł natomiast o 1,3%. To nie są dobre tendencje. Mnie
jednak najbardziej nie spodobał się indeks aktywności w rejonie Filadelfii
(Philadelphia FED). Zamiast spodziewanego już i tak sporego spadku -4,0
mieliśmy -13,1 (indeksy nie zareagowały) i to najniższy poziom od listopada.
Podobny indeks dla Nowego Jorku też zszedł na minusy. W przyszłym tygodniu
oprócz kolejnej serii wyników spółek już w poniedziałek podane zostaną
wskaźniki wyprzedzające koniunktury (LEI). Tu nie ma z reguły większych
niespodzianek, bo większość danych wchodzących w skład wskaźnika znane jest
już wcześniej, a spodziewana wartość to -0,2%. Byłby to czwarty z rzędu
spadek wartości LEI, a historycznie patrząc już trzykrotny spadek tego
wskaźnika wskazywał na zbliżającą się recesję.
W dłuższym terminie nie ominiemy światowych trendów, ale obecnie nasz rynek
żyje własnym życiem. Wszystko kręci się teraz wokół perspektywy wejścia
naszego kraju do Unii Europejskiej. Nie lubię uzależniać giełdy od polityki,
ale w tej chwili od tego się nie ucieknie. Paradoksalnie na wycenę polskich
firm większy wpływ będą miały głosy Irlandczyków, lub polskich osłów
głosujących za odwołaniem marszałka Sejmu, niż same wyniki spółek. Właśnie
pod Irlandie mieliśmy w tym tygodniu spore wzrosty (nie dlatego, że rosły
giełdy zachodnie - my nie mamy czego odrabiać, bo nie reagowaliśmy na
spadek), choć przeszkodziły temu dwa wydarzenia. Pierwsze to dymisja rządu
Holandii, który wywołała kłótnia w sprawie rozszerzenia Unii. Chadecy byli
za, liberałowie przeciw, nie chcąc zgodzić się na przyjęcie tak słabo
przygotowanych państw, w tym Polski. Pojawił się tym samym kolejny problem
na naszej drodze do UE. Przez niektórych nieco bagatelizowany, ale jeśli
dołączyć do tego sprzeciw Wielkiej Brytanii, Niemiec i ostatni Szwecji, to
może zrobić się z tego większy od Irlandzkiego problem. Holandia krytykuje
"ogólnie", a reszcie krajów chodzi głównie o dopłaty do rolnictwa. UE
proponuje nam 25% dopłat na początek i dochodzenie do pełnych w ciągu 10
lat. Na Zachodzie pytają czy ten projekt w ogóle przejdzie, a u nas wszyscy
pytają dlaczego tak mało ? W tym temacie powinnoj. Zaostrzenie kryteriów, lub zmniejszenie dopłat bardzo
by się Polsce nie spodobało i potrzebny byłby silny i stanowczy opór ze
strony rządu. Wiem wiem, można powiedzieć, że to dobry żart. W obliczu
ostatniego cyrku w Sejmie nie sposób określić, czy partie dogadają się w
ogóle między sobą (postawa PIS i PO tutaj zadecyduje - swoją drogą do tej
pory fatalna, zarówno dla obrazu obu partii, jak i polskiego
parlamentaryzmu), a co dopiero mówić o dialogu z UE.
Widać więc, że Irlandzkie "tak" nie jest ostatnią przeszkodą na (szybkiej)
drodze do Unii. W momencie gdy piszę analizę wstępne wyniki odzwierciedlają
wcześniejsze sondaże i traktat faktycznie zostanie w Irlandii ratyfikowany.
Frekwencja w głosowaniu była całkiem spora, a to właśnie bardzo mała liczba
głosów zadecydowała poprzednio o wygranej zdyscyplinowanych przeciwników
rozszerzenia. Wygląda na to, że przynajmniej ten jeden (z wielu) problem
mamy z głowy. Szczegóły jutro w porannym, ale zakładam, że nic się już nie
zmieni i sensacji nie będzie.
Pozytywny wynik referendum dyskontowany był już od dłuższego czasu. Najpierw
ignorowaliśmy dramatyczne spadki na giełdach zachodnich, a w ostatnim
tygodniu także zaliczyliśmy spory wzrost. Nie robiłbym więc euforii z
Irlandzkiego "tak", choć oczywiście szczególnie na poniedziałkowej sesji
powinno nam to mocno pomóc. W następne dni może nie być już różowo i
zadziałać powinna stara giełdowa zasada "kupuj plotki, sprzedawaj fakty".
Jeśli już w poniedziałek mielibyśmy na otwarcie bardzo dynamiczny wzrost, to
szykowałbym się do jakiejś korekty. Najlepszym rozwiązaniem byłby wzrost pod
szczyty z końca sierpnia i tam dopiero powinna pokazać się jakaś podaż.
Kontrakty_intra.gif Indeks_intra.gif Do korekty zachęca większość
krótkoterminowych wskaźników, które weszły już w strefy wyprzedania.
Stochastic.gif Ultimate.gif CCI.gif Price_ROC.gif Na średnioterminowych
RSI.gif także już dość wysoko, choć np. MACD.gif Trix.gif pokazują w średnim
terminie bardzo pozytywny obraz rynku. Warto jednak pamiętać, że okolice
1170 na indeksie i 1180 na kontraktach to linia szyi formacji podwójnego
dna. Jeśli przejdziemy te opory na początku tygodnia na bardzo dużym
obrocie, to krótkoterminowe przegrzane wskaźniki nie zatrzymają wzrostu. Nie
spodziewam się euforii, ale żadnego scenariusza nie można wykluczać. Po
przejściu linii szyi wzrost wynikający z formacji podwójnego dna,
technicznie patrząc powinien doprowadzić rynek w okolice 1300 pkt.
Kontrakty_dzienny.gif Indeks_dzienny.gif Z kolei przejście oporów w
okolicach 1300 pkt. mogłoby dać wzrost aż pod szczyty z początku roku. Pod
1300 mamy bowiem ostatnie zniesienia tegorocznych spadków i ich przejście z
reguły oznacza powrót do miejsca rozpoczęcia ruchu. Zniesienie.gif
Podstaw fundamentalnych pod to nie ma żadnych i trochę nie widzę co mogłoby
to zmienić. Byłaby to czysta spekulacja i rozgrywka rodzimych funduszy. W
nadziei na co ? Że zagranica kupi najdroższe na świecie akcje po wejściu
Polski do UE ? Śmiem wątpić, ale nie takie rzeczy już widziałem, a zresztą
dla funduszy liczy się przecież jedynie wycena jednostki w dniu ustalania
minimalnej stopy zwrotu. Po tym choćby potop tak ?
Czas to jakoś podsumować. Będziemy w tym tygodniu testować linię szyi w
okolicach parę procent powyżej piątkowego zamknięcia. Trudno w tej chwili
rozstrzygnąć czy rynek zdoła ją pokonać i czy nie będzie to pułapką. Jeśli
politycznie zarówno w Brukseli jak i Warszawie wszystko ułoży się po myśli
byków, a USA przynajmniej nie powróci do spadków, to linia szyi zostanie
pokonana i poziom 1300 stanie przed rynkiem otworem. Sporo to jednak
warunków i zagrożeń. Jednak wbrwy np. Nasdaq na jednej sesji w 90% występowały właśnie w
czasie ostatniej bessy i były typowym rajdem niedźwiedzia. Jeśli Nasdaq
wróci nad 1400 S&P500 nad 950 a Dow Jones nad 9000 można spokojnie wrócić do
prognozy dalszych spadków. Na razie, choć podkreślam mocno zasłużone, prócz
jakiś korekt nie powinny być w najbliższych dwóch tygodniach zbyt głębokie.
Tak więc pozostałoby dla byków ryzyko polityczne, a tego już nie podejmuje s
ię określać i radziłbym w takich okolicznościach nie upierać się przy jednym
scenariuszu. Trzeba reagować na wydarzenia z dnia na dzień, a bardzo pomocne
powinna być analiza obrotów, która pokaże, czy ostatnio na naszym rynku
rozgrywały tylko fundusze, czy może także zagraniczny kapitał czekający na
Irlandie.
[email protected]