Po irlandzkim referendum można było oczekiwać nieco ciekawszych sesji. Ostatnie dwa dni nie przyniosły jednak ani żadnego rozstrzygnięcia, ani nawet chwili emocji związanych z dynamicznym ruchem rynku w którąkolwiek ze stron. Utknęliśmy w stabilizacji, a irlandzkie "tak" okazało się dopiero pierwszym krokiem na krętej drodze do Unii Europejskiej. Niepewność z tym związana powstrzymuje inwestorów przed aktywniejszym handlem. Jedynym pocieszeniem może być fakt, że odbywający się pod koniec tygodnia szczyt w Brukseli może dać rynkowi impuls do większego ruchu.

Krótkoterminowe wskaźniki, mocno wykupione rynki zachodnie oraz coraz bliższe opory w okolicach 1170-1180 pkt. skłaniają raczej do chwili odpoczynku w obecnym trendzie wzrostowym. Nawet jeśli ten ma docelowo doprowadzić do zrealizowania formacji podwójnego dna, to wzrost na najbliższych sesjach zbyt szybko zachęciłby do realizacji zysków. Dodatkowo rynki zachodnie dojdą zaraz do docelowych poziomów korekty i nie będą już pomagać polskim bykom, choć patrząc na ostatnie miesiące można zauważyć, że odwracanie trendu na amerykańskich rynkach nasze fundusze odbierały z reguły jako korektę i właśnie wtedy rodzime indeksy ruszały do sporych wzrostów. Oczywiście, w następnej kolejności dodawało to tylko dynamiki i dramatyzmu późniejszym spadkom, ale kto będzie się tym teraz przejmować.

Obecnie najważniejsze poziomy to wspomniane 1170-1180 pkt. oraz poziomy luk hossy, których zamknięcie wyraźnie załamałoby trendy wzrostowe. Ostatnią stabilizację trzeba na razie uznać jedynie za przystanek przed decydującą rozgrywką na oporach. Mimo bardzo kruchych podstaw do ich pokonania, cały czas rosnąca średnia krocząca i niezamknięte luki hossy nie pozwalają na razie na grę przeciwko obecnemu trendowi.