Sytuacja na międzynarodowym rynku paliw płynnych ustabilizowała się we wtorek po gwałtownej zniżce notowań dzień wcześniej. Wprawdzie ceny ropy naftowej wykazywały nadal skłonność do spadku, ale był on już znacznie mniejszy. W Londynie gatunek Brent z dostawą w grudniu staniał do 26,27 USD za baryłkę, z 26,59 USD w końcu sesji poniedziałkowej. Po złagodzeniu amerykańskich żądań wobec Iraku zmniejszyły się obawy przed wybuchem konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie, który mógłby poważnie utrudnić dostawy ropy. W tej sytuacji na pierwszy plan wysunął się znów problem niedostatecznych zapasów paliw w USA. Wśród ekspertów budzi on nawet większy niepokój. Ich zdaniem, ewentualny wzrost rezerw ropy naftowej nie musi poprawić sytuacji, gdyż po spowodowanych huraganami przerwach przywrócenie odpowiedniej produkcji oleju opałowego może zająć rafineriom kilka tygodni. Tymczasem u progu sezonu zimowego popyt na ten właśnie produkt jest zwykle największy i jego niedobory mogą znów pobudzić zwyżkę notowań ropy.

Poniedziałkowy wzrost notowań na Wall Street zniechęcił inwestorów do lokowania kapitałów w złoto. Jednak wtorkowa zniżka cen akcji na giełdach europejskich zmieniła to nastawienie, zwiększając ponownie atrakcyjność tego kruszcu. W Londynie za uncję płacono wczoraj po południu 312,75 USD, wobec 311,15 USD dzień wcześniej.

Niepomyślne doniesienia z rynku akcji sprzyjały spadkowi cen na rynku metali kolorowych. Dlatego ze szczególnym zainteresowaniem czekano tam na wyniki kolejnych firm amerykańskich, które mogą wpłynąć na notowania na Wall Street. Miedź w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała wczoraj w Londynie 1531 USD za tonę, wobec 1534 USD w piątek.