Jeśli spróbowalibyśmy przełożyć terminologię rynku kapitałowego na rynek energii i podzielić jego uczestników na posiadaczy pozycji długich i krótkich, to tymi pierwszymi powinni być gracze "przekontraktowani", posiadający kontrakty na więcej energii niż sami potrzebują, a tymi drugimi gracze posiadający portfele nie pokrywające w całości ich potrzeb.
Sesja z dostawą na 24 października z całą pewnością ucieszyła graczy "krótkich", poszukujących energii z dnia na dzień. Obniżyła się bowiem średnia cena energii elektrycznej w tzw. paśmie europejskim (od godz. 8.00 do 22.00), najbardziej poszukiwanej i przeważnie najdroższej z całego dnia.
Co ciekawe, powodów do narzekania nie powinni mieć także posiadacze pozycji długich, wyprzedający energię w dłuższym horyzoncie, albowiem średnia cena dla całego dnia wzrosła, co spowodowało z kolei, że średnia od początku miesiąca utrzymuje się na poziomie dochodzącym do 130 zł za MWh. Jest to bardzo atrakcyjny poziom dla wyprzedających nadwyżki z własnych portfeli.
Rośnie natomiast średnia tygodniowa. Wyraźnie zmierza ona ku poziomowi około 133 zł, co może być cenną wskazówką dla graczy terminowych. Tygodniowe średnie ceny układają się w wyraźny trend i można już całkiem skutecznie próbować spekulowania pomiędzy rynkiem spot i terminowym, wykorzystując kontrakty tygodniowe.
Na powyższe rozważania trzeba jednak spojrzeć przez pryzmat skali Giełdy Energii, a w gruncie rzeczy liczby jej uczestników. Stosunkowo niskie ceny z ostatniej sesji zostały wywołane przez jednego gracza, który pojedynczym i "mocniejszym" zleceniem sprzedaży ustalił kursy w niektórych godzinach, a to sugeruje, iż cenami rządzi pewien element przypadkowości.