Prezes URE, pytany o ostatnie wydarzenia w parlamencie, odpowiedział: - (...) Myślę, że źle się stało, iż projekt prywatyzacyjny STOENU wyzwolił tak wielkie emocje, co nie pozwoliło na rzeczową dyskusję. Taka dyskusja jest nam niewątpliwie potrzebna, ale nie wyłącznie o prywatyzacji STOENU, ale polskiej gospodarki. L. Juchniewicz stwierdził, że jest zwolennikiem nieco innego stawiania problemu - jakie państwo, jaki rynek. - Jeśli odpowiemy sobie rzetelnie na tego typu dylematy, łatwiej nam będzie akceptować poszczególne przedsięwzięcia prywatyzacyjne - dodał.
Czasy się zmieniły
Uczestnicy wirtualnego spotkania przypomnieli prezesowi URE, że jeszcze dwa lata temu publicznie atakował projekty prywatyzacji i mówił, że jej harmonogram powinien objąć najpierw wytwórców energii, a nie rynek dystrybucji. Pytany, co w takim razie wpłynęło na jego milczenie w sprawie STOENU, odpowiedział: - Moje zastrzeżenia dotyczyły wówczas przede wszystkim zakresu przygotowań do prywatyzacji i jego tempa. Dziś prezentuję podobny pogląd, choć zmieniły się uwarunkowania prywatyzacyjne. (...) Dziś w mojej opinii można prywatyzować dystrybucję, ponieważ dysponujemy nie tylko wiedzą o zachowaniu się sprywatyzowanego dystrybutora (GZE), ale też dysponujemy lepszymi narzędziami regulacyjnymi.
Można ruszyć z dystrybucją
Rozwijając tę tezę, prezes Juchniewicz mówił, że według tego, co wie, zostały już przesądzone zmiany w sektorze wytwarzania. I tak część elektrowni będzie prywatyzowana w trybie zaproszenia do rokowań, część natomiast zostanie wniesiona aportem Skarbu Państwa do skonsolidowanych struktur wytwórczych. To oznacza, że rozdysponowano podsektor wytwarzania i można przystąpić do prywatyzacji dystrybucji. - Nigdy nie twierdziłem, iż te dwa procesy nie mogą nakładać się na siebie - stwierdził prezes URE.