Cena ropy naftowej wprawdzie nieznacznie, ale znowu wczoraj wzrosła.
Przyczyną były wzmożone naciski Stanów Zjednoczonych na Radę Bezpieczeństwa ONZ, by przyjęła wreszcie rezolucję, która umożliwiałaby natychmiastowy atak na Irak, gdyby w jakikolwiek sposób utrudniał on pracę inspektorom rozbrojeniowym.
USA mogą już liczyć na poparcie swojego projektu przez 9 członków Rady. Brakuje im jednak zgody trzech stałych członków tego gremium, dysponujących prawem weta - Chin, Francji i Rosji. Stanowisko tej ostatniej może jednak ulec zmianie po ataku czeczeńskich terrorystów na teatr w Moskwie. Ideą przewodnią amerykańskiej polityki wobec Iraku jest przecież walka z globalnym terroryzmem, a prezydent Putin powiedział wczoraj, że bez pomocy z zagranicy zamach ten nie byłby możliwy.
Prezydent Bush z kolei wezwał ONZ, by stała się wreszcie czymś więcej niż ośrodkiem dyskusyjnym, co odebrano jako sygnał, że amerykańska administracja traci cierpliwość i może zdecydować się na samodzielną akcję w Iraku, nawet bez mandatu Narodów Zjednoczonych.
Ropa naftowa gatunku Brent z dostawą w grudniu zdrożała wczoraj na londyńskiej giełdzie paliwowej w pewnym momencie o 18 centów, a więc o 0,7%, do 26,96 USD za baryłkę. Po południu jej cena spadła do 26,57 USD. W elektronicznym obrocie na New York Mercantile Exchange baryłka ropy kosztowała 28,35 USD, a więc była droższa o 0,6% niż w środę.