- Najważniejszym problemem małych i średnich firm nie są pieniądze. Polska gospodarka będzie miała ich coraz więcej. Jednak wobec korupcji przedsiębiorcy są bezradni, są jej zakładnikami. Ona podwyższa koszty transakcji, jest gorsza od szarej strefy - mówił Witold Orłowski podczas seminarium poświęconego roli małych firm w gospodarce.

Według Witolda Orłowskiego, nie można winić banków o to, że dziś sektor MSP ma kłopoty z pozyskaniem finansowania. Na razie rynek kredytowy jest duży, instytucje finansowe zarabiają przede wszystkim na obsłudze długu rządowego, i małe firmy, o krótkiej historii działalności, nie są dla nich ważnym klientem. - To się zmieni po naszym wejściu do strefy euro, kiedy konkurencja się zaostrzy i banki będą zmuszone do podejmowania większego ryzyka. Teraz nie można mieć pretensji do nich o to, że preferują duże, bardziej wiarygodne podmioty. Robią to m.in. w interesie tych, którzy powierzyli im swoje depozyty - mówi W. Orłowski.

Pozycję firm w negocjacjach z bankami ma poprawić stworzenie im zaplecza w postaci systemu funduszy poręczeniowych. Dokapitalizowanie systemu powiększonego o fundusze pożyczkowe ma pochłonąć do 2006 r. prawie 1,1 mld zł z publicznych środków. Z tego 740 mln zł będzie pochodzić z programów Unii Europejskiej.

Według Damiana Deca z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, sami przedsiębiorcy nie będą w stanie wykorzystać unijnych pieniędzy. - Tylko nieznaczna część tego wsparcia będzie rozdysponowana z rozdzielnika na takiej zasadzie, jak np. dopłaty bezpośrednie do rolnictwa. Większość ma być przeznaczona na realizowanie konkretnych projektów inwestycyjnych - mówi D. Dec. Według niego, firmy będą miały problem z przygotowaniem tych projektów.