Mimo korekty wzrostowej, indeksy giełd światowych, a zwłaszcza amerykańskie, znajdują się wciąż znacznie wyżej niż na początku października. - Rynki odbiły się, a w ostatnich dniach obserwowaliśmy to, co wśród inwestorów nazywane jest "market rally". Popyt na akcje spowodowały zaprezentowane przez amerykańskie spółki dobre wyniki oraz oddalająca się groźba wybuchu wojny z Irakiem - uważa Grzegorz Stulgis, zarządzający Credit Suisse Asset Management. Jego zdaniem, nie należy jednak popadać w hurraoptymizm. - Inwestorzy zbili swoje oczekiwania co do przyszłych osiągnięć finansowych spółek na dość niski poziom. Z tego powodu zaskoczenie wyższymi przychodami i zyskami było dość duże. Mimo to gospodarka amerykańska wciąż balansuje na krawędzi recesji. Dlatego jestem zdania, że najbliższe miesiące będą na rynkach dość nerwowe - dodaje Grzegorz Stulgis.

Również i warszawska GPW odzyskała nieco siły. W ciągu ostatnich dwóch tygodni wartość indeksu WIG20 podskoczyła o 10%. Zdaniem specjalistów, na GPW pojawił się nowy typ inwestora. - Wzrosty są spowodowane działalnością inwestorów zagranicznych, grających pod akces Polski do Unii Europejskiej. Nie patrzą oni na fundamenty czy też na waluację spółek, tylko spekulują pod wynik referendum w Irlandii lub zamykanie przez nasz kraj kolejnych punktów negocjacyjnych zbliżających nas do wspólnoty europejskiej. Ich działalność będzie się nasilać - komentuje zarządzający w CSAM.

Na warszawskim rynku zaczyna być drogo. Lokomotywy indeksu WIG20 w większości przypadków są już przewartościowane. W pierwszym rzędzie jako drogie papiery wskazywane są Pekao i BZ WBK. Na tych dwóch spółkach koncentrowały się ostatnio obroty rynku. - Na GPW zostało mało spółek z przyzwoitymi wynikami finansowymi. Inwestorzy koncentrują się więc na pewniakach. Dlatego uważam, że te banki były, są i będą kupowane - uważa Andrzej Powierża, analityk BRE Banku. Oczekiwań inwestorów nie spełnia nadal BPH PBK. Analitycy coraz mniej wierzą w szansę, że bank ten dołączy do dwóch liderów.

Inwestorzy doceniają Pekao i BZ WBK, ale trudno sądzić, że przyczynią się one do gwałtownej zwyżki indeksu. W ostatnim tygodniu spółki te kupowali głównie zagraniczni inwestorzy. - Widać napływ gotówki, zwłaszcza do Pekao i BZ WBK, ale nie jestem pewien, czy te spółki mogą pociągnąć rynek w górę, relatywnie są one już dość drogie. Myślę, że obecnie mamy bardziej do czynienia z kupowaniem indeksu, a nie poszczególnych papierów - uważa Robert Nejman, doradca inwestycyjny CA IB IM. Zdaniem specjalistów, do końca roku, mimo przewidywanego rozchwiania wszystkich rynków światowych, warszawski będzie wzrostowy. Nikt nie spodziewa się jednak gwałtownej hossy, gdyż fundamenty polskiej gospodarki są wciąż słabe.

Inwestorzy czekają na wyniki finansowe spółek za III kwartał. Zdaniem analityków, w miarę dobre zyski pokaże PKN ORLEN. Wskazuje na to marża rafineryjna, która w III kwartale ustaliła się na dość wysokim poziomie.Wysoko oceniany jest Stomil Olsztyn. Część zarządzających oczekuje też, że oponiarska spółka wypłaci za ten rok wysoką dywidendę. - Spółka zredukowała w tym roku swoje zadłużenie o 150 mln zł. Obecnie poziom zobowiązań odpowiada mniej więcej zyskowi operacyjnemu plus amortyzacja i oscyluje wokół 260 mln zł. Myślę, że wypłaci dywidendę, która może wynieść nawet 4 zł na akcję - twierdzi G. Stulgis. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że spółka oponiarska jest już bardzo nowoczesna i nie wymaga na razie nakładów inwestycyjnych. Wysoko oceniane są też dokonania zarządu Frantschach Świecie. Producent tektury falistej zapowiedział już, że wypłaci za ten rok dywidendę. Zarówno Stomil, jak i Świecie, to, zdaniem zarządzających, jedne z lepszych papierów notowanych na warszawskim rynku, obydwa papiery nie powinny tracić na wartości.