Reklama

Nie fetyszyzujmy Ameryki

Publikacja: 26.10.2002 10:06

Inwestorzy na krajowym rynku szukają wszelkich znaków na niebie i ziemi, które przekonałyby ich, że przełom bessy jest tuż-tuż. Coraz częściej przy tym spoglądają na wskaźniki zagraniczne, rozczarowani słabą prognozą dla polskiej gospodarki. Wiara, że odrodzone rynki zachodnie pociągną indeksy również w krajach rozwijających się, jest ciągle silna. Pytanie: na ile taka korelacja jest wysoka, stanowi temat sam w sobie, ale pozostawię go na inną okazję. Dzisiaj chciałbym odpowiedzieć na często zadawane pytanie: czy USA unikną "recesji o podwójnym dnie" (double dip)?

Minizałamanie 2001 roku, kiedy to PKB zanotował ujemną wartość aż w trzech kwartałach, przywodzi na myśl początek poprzedniego dziesięciolecia. Wojna w Zatoce Perskiej popchnęła wówczas gospodarkę amerykańską w krótką, ale głęboką, recesję. Analitycy zgadzają się dzisiaj, że załamanie się nastrojów konsumentów i obawy przed czarnymi scenariuszami następnego Wietnamu były krytycznym katalizatorem dla spadku konsumpcji. Czy należy liczyć się z analogicznym "déja-vu", tym razem jako drugie dno dekoniunktury?

Moja zwięzła odpowiedź brzmi: raczej nie. Zakładam przy tym, że napięcia na Bliskim Wschodzie nie przerodzą się w długą wojnę oraz że Stany Zjednoczone nie zostaną dotknięte kataklizmem porównywalnym z 11 września ubiegłego roku.

Po pierwsze - recesje w Stanach Zjednoczonych prawie zawsze są związane ze znacznym spowolnieniem lub spadkiem popytu konsumpcyjnego. W okresie roku (lipiec 2001-lipiec 2002) wartość aktywów netto gospodarstw domowych zmniejszyła się o 1,4 bln USD. Jednakże w tym samych czasie wzrosła wartość nieruchomości, a wolumen refinansowania pożyczek hipotecznych osiągnął rekord. Tak więc nastąpiło "przewartościowanie" części zysków papierowych na żywą gotówkę. Amerykanie czują się częściowo biedniejsi na papierze, ale też częściowo bogatsi w banku.

Po drugie - po każdej z dwóch ostatnich recesji dochody realne spadały jeszcze co najmniej przez rok. Tym razem rosną one w tempie ok. 2% przy niskiej i stabilnej inflacji. Przedsiębiorcy są optymistami, gdy idzie o przewidywane tempo przyrostu wydajności pracy, a pracobiorcy są nadal w cenie.

Reklama
Reklama

Po trzecie - inwestycje w zapasy ustabilizowały się w drugim kwartale po pięciu rekordowych spadkach. Jednocześnie przyrost środków trwałych w maszyny i urządzenia rośnie, choć powoli. Spada natomiast wartość nowych inwestycji w moce produkcyjne. Dla mnie oznacza to, że daleko jest do efektu przeinwestowania i nieopanowanego optymizmu, które są oznakami nadchodzącej recesji.

Po czwarte - finansowanie inwestycji osiągnęło lokalne minimum w drugim kwartale. Firmy nie zgłaszają popytu na kredyt, a banki zaostrzyły ich udzielanie. Jednocześnie wzrasta procent złych kredytów i niespłaconych obligacji. Niemniej na stabilnym i niskim (jak na okres okołorecesyjny) poziomie pozostaje obciążenie odsetkami kredytowymi w bilansach firm. Nie cierpią one na brak dostępu do kapitału, ale też tego kapitału w obecnej fazie cyklu nie potrzebują. Z zachowania przedsiębiorców wywnioskować można ostrożność i umiarkowanie.

O ile prawdopodobieństwo "podwójnego dna" w USA oceniam jako znikome, o tyle niepokoi dekoniunktura w Europie. Wpływ na sferę realną gospodarki polskiej jest bowiem większy z tej strony Atlantyku niż zza oceanu. Globalny nastrój w stosunku do aktywów polskich wiedzie przecież przez filtr rozwoju gospodarczego na naszym podwórku, a ten zależy od cyklu europejskiego. Nie fetyszyzujmy Ameryki. n

Autor jest sekretarzem Towarzystwa

Ekonomistów Polskich

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama