Poniedziałkowa sesja to popis byków, które doprowadziły indeks największych spółek na GPW do poziomu 1180 pkt. We wtorek nie było już tak dobrze - dzienny szczyt wypadł na poziomie 1194,3pkt. O godzinie 16.00 pojawiły się gorsze dane z USA. Indeks nastrojów konsumentów spadł piąty miesiąc z rzędu, znacznie poniżej oczekiwań analityków. Przełożyło się to na spadek indeksu WIG20 do 1182 pkt. przy zniżkującym w tym czasie S&P 500 o 2,5%.
Wzrostowy impuls, który zaczął się w czwartek na poziomie 1135 pkt., zakończył się już wczoraj albo nastąpi to dziś na początku sesji. Popatrzmy na strukturę wzrostów w dłuższej perspektywie, tzn. od dna na poziomie 1135 pkt., gdzie rozpoczęła się dynamiczna zwyżka. Dzieli się ona na pięć podfal. Trzecia miała długość 63 pkt. i była krótsza od pierwszej. Stąd wniosek, że fala piąta nie może być dłuższa od trzeciej (fala trzecia na rynkach akcji nigdy nie jest najkrótsza). Daje nam to ograniczenie dla wzrostów maksymalnie na poziomie 1198,1pkt. W perspektywie najbliższych sesji powinniśmy mieć silniejszy ruch w dół. Sądzę, że dojdzie do przełamania szczytu z 23 października na poziomie 1165,5 pkt., co będzie silnym sygnałem sprzedaży i otworzy drogę do spadków w rejon 1100-1130 pkt. Potem powinno dojść do jeszcze jednego ruchu w górę i testu oporu na poziomie 1200 pkt.
Nie liczyłbym na dalsze silne wzrosty na naszym rynku. Nasze spółki i tak są już relatywnie droższe niż zachodnie. Największym czynnikiem ryzyka jest długoterminowa bessa na giełdach zachodnich. Wielu inwestorów w USA uważa, że obecna sytuacja (podwójne dno na indeksie S&P 500) przypomina tę z 1974 roku. W krótkim kilkumiesięcznym horyzoncie tak, ale nie w kilkunastoletnim!!! Od 3 lat trwają tam spadki i nie jest to tylko lokalna korekta, lecz fala korygująca wzrosty od dna z lipca 1932 roku!!! To oznacza jeszcze wiele lat spadków i powtórkę scenariusza japońskiego, gdzie indeksy spadają od stycznia 1990 roku.