W czasie wczorajszej sesji mieliśmy okazję zaobserwować kolejne maksimum panującego od kilku tygodni trendu. Można się więc domyślać, że rynek znajdował się nadal w trendzie wzrostowym. Tak, ale tylko połowicznie. Ta sesja różniła się znacznie od poniedziałkowego wybicia.
Po pierwsze, biorąc pod uwagę zamknięcia, zanotowano wczoraj spadek cen (o 2 pkt.). Jest to wynikiem faktu, że po porannym wyskoku (do 1193 pkt.) rynek nie miał już sił na kontynuowanie tak dynamicznego ruchu wzrostowego. Korekta nie była jedna zbyt głęboka - ceny spadły raptem 1 pkt. poniżej poziomu otwarcia (minimum sesji na 1178 pkt.). Między tymi poziomami dokonała się znakomita większość transakcji. Po południu mieliśmy do czynienia z drugim atakiem popytu, który przyniósł w konsekwencji nowe maksimum, ale tylko 1 pkt. lepsze od poprzedniego. Atak nie sprowokował do większej aktywności reszty graczy. Popyt nie znalazł naśladowców, a posiadacze krótkich pozycji się nie zlękli. Ceny powróciły więc do obszaru, w którym znajdowały się prawie przez całą sesję.
Po drugie, wspomniany nieudany atak stawia dalszy dynamiczny wzrost pod znakiem zapytania. Wygląda na to, że rynek dojrzewa do korekty nieco głębszej, niż miało to miejsce ostatnio. Trend na razie nie jest zagrożony, bo do tego potrzeba by było już znacznie większej obniżki.
Scenariusz większej korekty zdaje się potwierdzać wczorajsza reakcja na opublikowany o 16.00 fatalny wskaźnik zaufania konsumentów w USA. Tak u nas, jak i w USA przeważały ostatnio wzrosty. Teraz posiadacze długich pozycji są pod presją realizacji zysków. Wczorajszy 7-pkt. spadek na fixingu jasno pokazuje, jaki drzemie tu potencjał. Zasięg korekty? Aby trend nie był zagrożony, raczej nie powinna ona sprowadzić cen poniżej poziomu ostatniej konsolidacji.