Jeszcze dwa tygodnie temu, kiedy przedstawiciel rodzin polskich wespół z reprezentacją biało-czerwoną z Klewek okupowali jedną z mównic i prezydialny stół, było wokół nich niesłychanie tłumnie. W ostatnią środę natomiast, kiedy - w jakiejś tam mierze - odbywał się akt drugi dramatu (już bez okupacji czegokolwiek) sala przy ulicy Wiejskiej w Warszawie świeciła pustkami. Przypuszczam, że przedstawiciele narodu musieli wiedzieć, że nic nadzwyczajnego się nie wydarzy. No, bo przecież kolejna dyskusja o rozkradaniu majątku narodowego i szykowaniu się Niemca do ataku na wszystko co piastowskie, nie była w stanie przekonać zbyt wielu do przesiadywania w sali, gdzie ani barku, ani nawet automatu z kawą nie ma. Jest jednak i inna wersja, tłumacząca ową środową pustkę podczas energetycznych dysput. Pewna grupa bacznych obserwatorów świata reprezentantów narodu (niektórzy zwą ich wybrańcami) domniemywa, że niska frekwencja podczas środowej sesji parlamentarnej wiązać się mogła z aktywnymi przygotowaniami do święta halloween. A wiadomo przecież, że przygotowania do tego niezwykłego dnia są pracochłonne. Trzeba wydrążyć z dyni to, co najlepsze, by "urodził się" pusty czerep. Niebezpieczne jest to zajęcie, gdyż skojarzenia postronnych mogą być różne. Dlaczego zatem coraz więcej moich "ziomali" atakuje dynie i staje się wyznawcami halloween. Przecież mieliśmy nasze dziady!

Dziady chyba jednak źle się kojarzyły i podstępem wkradł się ów halloween. Czyżby świadczyć to miało również o kiepskiej pamięci mojej nacji? A przecież dziady owe, czy nawet ów pustogłowy halloween z pamięcią i pamiętaniem wiążą się nierozerwalnie. Co prawda, niektórzy wyznają zasadę, że dobra pamięć polega na umiejętności zapominania tego, czego się nie chce pamiętać, ale... To chyba zdradliwa teza - teza kreatywna, jak i modna ostatnio kreatywna księgowość. Do czego owa kreatywność niektórych doprowadziła, świetnie wiemy. Natomiast selektywna pamięć bliska jest czystemu zmyśleniu. Jednak wyznawców takiej rzeczywistości wokół nas, niestety, nie brakuje. Może więc oni są zaczynem działań, które doprowadzają pełną smakowitych pestek dynię do tego, czym się staje na przełomie października i listopada? Przesadzam z tą pustką? Pewnie tak. Ale tylko dlatego, że teraz - w tym swoistym czasie - warto o pamięci pamiętać. Źle by się stało, gdybyśmy musieli cofnąć się w czasie do epoki homo erectusa.

Ci pierwotni przodkowie człowieka, zamieszkujący m.in. tereny dzisiejszych Indii, byli dość bystrzy. Potrafili na przykład zorganizować swoistą fabrykę, w której produkowali narzędzia do krojenia mięsa, piłowania drewna, ścinania roślin. Niestety, homo erectus wykorzystywał te narzędzia raz, dwa razy i potem wyrzucał. Archeologowie sądzą, że nasi przodkowie znajdowali się na takim etapie rozwoju, który nie pozwalał na planowanie. Całkowity brak planowania i myślenia o przyszłości może być szokujący. Naukowcy przypominają jednak, że mózg homo erectusa były najprawdopodobniej o połowę mniejszy od naszego. Nasi przodkowie podobno też nie myśleli o przyszłości, bo nie byli w stanie docenić przeszłości. Warto o tym pamiętać podczas drążenia dyni...