Notowania ropy naftowej spadły wczoraj w pewnym momencie do najniższego poziomu od trzech miesięcy pod wpływem oświadczenia ministra spraw zagranicznych Arabii Saudyjskiej Sauda al-Faisala. Stwierdził on, że jego kraj nie udostępni swych baz wojskom amerykańskim, nawet gdyby planowany przez USA atak na Irak zyskał aprobatę ONZ. Stanowisko rządu saudyjskiego skomplikowało przygotowania do operacji, której celem miałoby być obalenie Saddama Husajna. Tym samym zmniejszyło się prawdopodobieństwo wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza że w wyborach do parlamentu tureckiego zwyciężyła partia o korzeniach islamskich, co może postawić pod znakiem zapytania udostępnienie również tamtejszych baz wojskowych. W tej sytuacji oddaliło się niebezpieczeństwo zahamowania dostaw ropy z rejonu Zatoki Perskiej, czego naturalną konsekwencją był wczorajszy spadek jej cen. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w grudniu płacono po południu 25,29 USD, wobec 25,41 USD w końcu sesji piątkowej.
Staniało również złoto. Przyczynił się do tego wzrost cen akcji na giełdach europejskich oraz wzmocnienie dolara w stosunku do euro. Cena tego kruszcu spadła w Londynie do 318,15 USD za uncję z 319,75 USD w końcu zeszłego tygodnia. Oczekiwano jednak odwrócenia tej tendencji, zwłaszcza wobec perspektywy obniżenia stóp procentowych w USA, które świadczyłoby o słabej kondycji gospodarki amerykańskiej.
Podniosły się natomiast notowania miedzi. Spodziewane złagodzenie polityki pieniężnej może być bowiem zapowiedzią ożywienia aktywności ekonomicznej, a tym samym zapotrzebowania na metale kolorowe. Miedź w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała wczoraj w Londynie 1600 USD, wobec 1563 USD w piątek.