Wczorajsza sesja nastrojem nawiązywała do piątkowego święta - zaduma i kontemplacja zamiast gry rynkowej. Atmosfera zrobiła się bardzo spokojna, niemal senna, a przecież początek notowań był całkiem obiecujący.

Po słabej końcówce notowań w USA nasz rynek rozpoczął sesję spadkiem o 7 pkt. w stosunku do poprzedniego zamknięcia. Po chwili wahania ceny jednak zaczęły rosnąć. Szybkim skokiem sięgnęły poziomu 1189 pkt. To wszystko, na co stać było wczoraj popyt. Po osiągnięciu wzmiankowanego poziomu ceny równie szybko spadły w okolice otwarcia. Stało się to tuż po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym. Po tym jednorazowym wahnięciu kurs kontraktów grudniowych utrzymywał się na stałym poziomie. Nie licząc wspomnianego wyskoku, obrót był żałośnie niski, co świetnie oddaje atmosferę panującą na parkiecie.

Ta senna sesja przyniosła jednak ciekawą sytuację techniczną. Cały dzień notowania odbywały się już pod poziomem linii trendu wzrostowego, którą widać na wykresie 60-minutowym. Poranny wzrost można spokojnie traktować jako ruch powrotny do przebitej niskim otwarciem linii trendu. Poziom konsolidacji też nie był przypadkowy. Po pierwsze, niewiele niżej znajduje się ostatni lokalny dołek z 30 października (1168 pkt.). Po drugie, na poziomie 1171 pkt., przebiega obecnie średnia krocząca, która już wielokrotnie potwierdzała, że może być dobrym wsparciem bądź oporem. Spadkowa końcówka sesji może jednak sugerować, że ważniejszy będzie sygnał przełamania trendu, a wsparcie w postaci średniej okaże się zbyt słabe, by zatrzymać zniżkę kursów. Nie bez znaczenia jest też fakt, że do tej pory nie było na naszym rynku poważniejszej korekty. Rozpoczęcie jej właśnie teraz byłoby całkiem na miejscu.