Apetyty posłów na zwiększenie wydatków były bardzo duże.

- Według wniosków musiałyby one wzrosnąć o ponad 4 mld zł. A nie sądzę, żeby nam udało się wygospodarować więcej niż 500-600 mln zł - mówił przewodniczący komisji Mieczysław Czerniawski (SLD).

Komisja skoncentrowała się przede wszystkim na oszczędnościach. Niemal wszystkie resorty - z wyjątkiem sprawiedliwości - będą miały w przyszłym roku mniejsze środki specjalne. Są to wypracowane przez nie przychody, które nie powiększają wpływów budżetowych. Komisja zdecydowała, że 5% z nich trafi do wspólnej kasy. W przypadku ministerstw finansów i infrastruktury ma to być 3%. Łącznie powiększy to dochody o 153,9 mln zł.

Posłowie zajęli się też planami finansowymi instytucji centralnych, na które rząd - pisząc ustawę budżetową - nie miał wpływu. Komisji udało się wygospodarować w tej części budżetu niespełna 70 mln zł. Znikome oszczędności - wynikające z zamrożenia płac najwyższych urzędników państwowych - poczyniono w kancelariach prezydenta i senatu. Ich wydatki spadły (odpowiednio) o 0,06% i 0,5%. Kancelaria Sejmu będzie uboższa o 13,8 mln zł, co stanowi ok. 4% planowanych wydatków. Najdotkliwiej poselskie cięcia odczuł Instytut Pamięci Narodowej. Jego plan wydatków ograniczono o 10,1%.

Komisja ustaliła także, że "nie do ruszenia" jest rezerwa na koszty integracji europejskiej (423 mln zł) i rezerwa ogólna Rady Ministrów (75 mln zł). Zdaniem Mieczysława Czerniawskiego, w obu przypadkach mamy do czynienia z niezbędnym minimum. - Rezerwa na integrację ma znaczenie szczególne. Zabezpiecza m.in wykorzystanie środków pomocowych Unii. Obniżenie jej teraz byłoby złym sygnałem z naszej strony - mówił przewodniczący Komisji. Przyjęto również poprawkę zmniejszającą koszty obsługi długu publicznego. Łącznie mają być one mniejsze o 85 mln zł. Tylko tyle, bo - jak tłumaczył szef KFP - z rządowych analiz wynika, że wykonanie planu w tej części będzie bardzo trudne w przyszłym roku.