Baryłka ropy gatunku Brent z dostawą za miesiąc kosztowała wczoraj w końcu sesji na międzynarodowej giełdzie petrochemicznej (IPE) w Londynie 23,92 USD wobec 23,79 USD dzień wcześniej. - Wczorajsze kosmetyczne zmiany cen pokazują, że rynek wciąż wierzy, że nie dojdzie do wybuchu konfliktu w Zatoce Perskiej. Inwestorzy liczą, że Saddam Husajn nie zasugeruje się decyzją parlamentu i przyjmie rezolucję ONZ - powiedział Bloombergowi Mohammed Sheikh-Kadir, analityk rynku ropy w niemieckiej firmie Rhein Oel, należącej do koncernu energetycznego RWE.

Obawy, iż dojdzie do wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, były jednym z istotnych czynników, który spowodował, że od początku br. ropa zdrożała o 20%. W przypadku konfliktu w Zatoce Perskiej należy się liczyć z przerwaniem dostaw surowca z Iraku, w którym znajdują się drugie co do wielkości na świecie zasoby ropy. W ramach porozumienia ropa za żywność dzienne dostawy z tego kraju wynoszą obecnie 2,5 mln baryłek.

Ważną informacją, która wczoraj zahamowała zwyżkę notowań, były dane opublikowane przez kartel zrzeszający kraje producentów ropy - OPEC. Poinformował on, że w tym miesiącu dzienne dostawy z krajów członkowskich wynoszą średnio 78,3 mln baryłek, o 1,51 mln baryłek więcej niż rok temu i o 1,25 mln więcej niż w październiku. Wiadomość ta zmniejszyła obawy, iż w sezonie zimowym mogą wystąpić problemy niedoboru ropy na niektórych rynkach.