Wczorajsza sesja nie odbiegała zbytnio od tegorocznego schematu. Mamy zatem trochę ruchu na początku notowań, później marazm i trochę ruchu pod koniec sesji. Nie była także wyjątkowa relatywna siła warszawskiego rynku względem pozostałych giełd światowych. Struktura inwestorów na naszej giełdzie umożliwia dość skuteczne jego "trzymanie", zwłaszcza przy niskiej aktywności graczy.

Podczas tych dwóch momentów zwiększonej aktywności przetestowany został po raz kolejny poziom wsparcia, jakim jest minimum konsolidacji sprzed trzech tygodni oraz znajdujący się w pobliżu poziom zniesienia 38,2-proc. wzrostu z 1018 do 1206 pkt. Test wypadł pomyślnie dla posiadaczy długich pozycji. Wsparcie nie zostało przełamane. Potem mieliśmy okres marazmu i pod koniec sesji odezwał się popyt. Nie był to jakiś spektakularny atak, ale wystarczający, by podnieść ceny nad poprzednie zamknięcie.

Obrona wsparcia jest dobrą wiadomością dla byków, ale należy zwrócić uwagę na fakt, że wczorajsza sesja charakteryzowała się bardzo małym obrotem. Dotyczy to zarówno rynku kasowego, jak i kontraktów. To zdecydowanie umniejsza znaczenie wszelkich sygnałów technicznych. Poza tym tak naprawdę niewiele się zmieniło. Wykres cen kontraktów nadal znajduje się w granicach konsolidacji 1130-1150 pkt. Dopóki nie nastąpi wyraźne wybicie poza ten obszar, trudno mówić o zmianie lub kontynuacji trendu. Pewną wskazówką jest spadająca średnia krocząca. Co ciekawe, jej ewentualne przebicie, co można by uznać za sygnał kupna, będzie równoznaczne z wybiciem z konsolidacji. Powodem jest obecny poziom średniej, który pokrywa się z górnym ograniczeniem konsolidacji. Do tego czasu pozostaje uzbroić się w cierpliwość i liczyć, że wkrótce nadejdzie impuls, który ruszy mocniej cenami.