Pierwsze sesje nowego tygodnia nie miały zbyt pasjonującego przebiegu. Po poniedziałkowym marazmie wczoraj było już nieco lepiej, aczkolwiek sam przebieg notowań pozostawiał jeszcze wiele do życzenia. Średnioterminowo sytuacja techniczna WIG20 nie uległa większej zmianie - indeks pozostaje w trendzie wzrostowym. W krótkim terminie wykres indeksu znajduje się wewnątrz kanału bocznego, którego dolne ograniczenie to 1135 pkt. (38,2-proc. zniesienie ostatnich wzrostów). Górną granicę konsolidacji stanowi 1170 pkt. Ewentualne przełamanie wsparcia otwiera drogę do spadków nawet do poziomu 1095 pkt., gdzie otwarte zostało okno hossy w październiku. W przypadku takiego scenariusza mielibyśmy jednocześnie do czynienia z realizacją formacji głowy z ramionami.

Twierdzę, że prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza jest znacznie mniejsze niż kontynuacja trendu wzrostowego. Przemawia za tym kilka istotnych sygnałów. Po pierwsze, indeks nadal pozostaje w średnioterminowym trendzie wzrostowym - zazwyczaj istnieje większa skłonność rynku do kontynuacji trendu. Większość wskaźników nie daje sygnału zmiany trendu. MACD wprawdzie zniżkuje, ale cały czas znajduje się w strefie wartości dodatnich i utrzymuje się ponad linią trendu wzrostowego. W trendzie wzrostowym pozostaje również RSI - dodatkowym pozytywem jest fakt, że wskaźnik cały czas przyjmuje wartości większe od 50 pkt.

Kolejnym argumentem przemawiającym za wzrostami jest to, że zbyt dużo pojawia się komentarzy głoszących spadki. Rynek zdaje się nie potwierdzać tego stanowiska - wprawdzie wzrostów jeszcze nie ma, ale nie widać też chęci do wyprzedaży akcji. Dalszym zwyżkom sprzyjają również oznaki poprawy sytuacji gospodarczej, uwidocznione w danych makroekonomicznych i nieco lepszych wynikach spółek. Swoją rolę odegrać też może kapitał konwergencyjny, który napływa szerokim strumieniem - świadczy o tym wyraźne wzmocnienie złotego oraz spadek rentowności bonów i obligacji skarbowych.