Wczoraj mieliśmy kolejną spokojną sesję. Zaczęło i skończyło się w miarę ciekawie, ale większość czasu przeznaczonego na notowania można uznać za stracony. Obrót na rynku kasowym ledwie przekroczył 90 mln złotych (wygenerowany na spółkach wchodzących w skład indeksu WIG20).
Otwarcie zapowiadało, że czeka nas coś ciekawego. Już bowiem od pierwszych transakcji uwidoczniła się mała przewaga popytu. Notowania zaczęły się nad poziomem maksimum poprzedniej sesji. Był to jednak poziom (1158 pkt.) niemal sąsiadujący z najbliższym oporem (1165-1168 pkt.), który jest zarazem górnym ograniczeniem trwającej od jakiegoś czasu konsolidacji. Bykom udało się dodać jeszcze dwa punkty i wspomniana przewaga stopniała błyskawicznie. Kontratak podaży był dość skuteczny, bo potwierdzony przez słabość rynku niemieckiego oraz zniżkę indeksu WIG20. Celowo podałem taką kolejność, gdyż dziś zdawało się, że kontrakty mają właśnie DAX-a za instrument bazowy. Niejednokrotnie zdarzyło się im spaść po obniżce wartości indeksu giełdy frankfurckiej mimo braku słabości rodzimego WIG20.
Po małym południowym trendzie bocznym w połowie konsolidacji, kontrakty ponownie zyskały na wartości, by w czasie końcowego fixingu, podobnie jak wczoraj, zyskać dodatkowe 3 pkt. i zakończyć notowania 1 pkt. pod poziomem maksimum sesji. Jak widać, byki nie chcą łatwo oddać skóry, ale przed nimi poważna próba. Teraz, by myśleć o wzrostach, należy także brać pod uwagę wybicie z konsolidacji. Na razie wydaje się to mało prawdopodobne. Niemniej, niczego nie należy wykluczać i ewentualne wyjście nad poziom 1168 pkt. powinno zaowocować odpowiednią reakcją. Mam tylko nadzieję, że jak już do tego dojdzie, to chociaż wzrosną obroty, które potwierdzą ten sygnał. Byłoby wtedy znacznie łatwiej składać zlecenia kupna.