Od połowy października na wielu rynkach akcji zapanował okres uspokojenia. Trend boczny nie przynosi rozstrzygnięć. Średnia przemysłowa, DJ Stoxx 50 i S&P 500, zmagają się od kilku tygodni ze średnimi kroczącymi i nie mogą zdecydować się, w którym kierunku podążyć, choćby w najbliższej przyszłości. Od tego ogólnego wzorca zachowania się głównych rynków akcji odróżniają się Nikkei 225 i Nasdaq Composite. Indeks japoński przełamał wsparcie w postaci młota z 10 października i pogłębia systematycznie bessę. Nasdaq z kolei wyróżnia się in plus. Od początku października jest on najsilniejszym indeksem, choć warto dodać, że i w tym przypadku byki stanęły przed problemem, co dalej po pokonaniu średnich kroczących. Szczyt z sierpnia tego roku (1420 pkt.) nie został pokonany, co nakazuje ostrożnie podchodzić do możliwości kontynuacji fali zwyżkowej. Argumentem wskazującym na ryzyko zatrzymania wzrostów na rynku technologicznym jest silna redukcja oczekiwań analityków sektora. Jeszcze 1 października sądzili oni, że w IV kwartale tego roku zyski amerykańskich high-techów będą rosnąć w skali 32%, natomiast kwartał później o 28%. Obecnie optymizm analityków znacznie stopniał. Uważają oni bowiem, że zyski zwiększą się jedynie o 17% w okresie październik-grudzień 2002 r. i 16% w okresie styczeń-marzec 2003 r. Nasdaq nie zwykł ignorować takich prognoz. Wystarczy powiedzieć, że 1 lipca tego roku optymizm ekspertów był niezwykle "wyżyłowany". Oczekiwali oni wzrostu zysków w IV kwartale o 54%, a w następnym o 60%. Od lipca rynek sporo stracił, czym najlepiej zdyskontował przeszacowane oczekiwania analityków.

Misja inspektorów wjechała do Iraku, co jest z pewnością czynnikiem pozytywnym dla rynków finansowych. Ceny ropy naftowej stopniowo spadają, co sprzyja hodowaniu potworka, zwanego deflacją. W dalszym ciągu spodziewam się utrwalania trendu horyzontalnego. Nie widzę napływu na rynek informacji, zachęcających do akumulowania akcji w krótkim terminie. Nigdy nie jest tak tanio, jak mogłoby być.