Jolanta Pieńkowska: Zakładając wariant pesymistyczny, czyli taki, którego domaga się Platforma, że abolicja jest niezgodna z konstytucją, to brakuje nam (w budżecie - red.) 600 mln zł, ale to nie wszystko, dlatego że znacznie mniejsze są wpływy z ustawy restrukturyzacyjnej. Ministerstwo Finansów zakładało, że będzie to 1,3 mld zł, a dobrze będzie, jak będzie 800 mln, czyli już brakuje nam ponad miliarda.
Zyta Gilowska, posłanka PO, przewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych: Akurat moim zdaniem nie będzie 800 mln. Jest to mało prawdopodobne. Ja szacuję te wpływy na 550-600 mln. A więc istotnie brakuje, ale brakuje również w innych miejscach. Trzeba zaznaczyć, że nie będzie na przykład wpływów, które rząd planował z tytułu zaległych opłat koncesyjnych, uiszczanych przez lokalnych operatorów telekomunikacyjnych. W budżecie przewidziana była kwota 372 mln zł. Dziwimy się, dlaczego rząd tę kwotę przewidział, ponieważ równocześnie, a szczerze powiedziawszy trochę wcześniej, wpłynął do Sejmu projekt rządowy ustawy o konwersji tych opłat (...), więc tych dziur jest więcej. Niestety, naszym zmartwieniem dzisiaj jest nie tyle poprawa tego budżetu, choć pan premier Kołodko reklamował budżet jako świetny i prosił, żeby go nie zepsuć, ile po prostu utrzymanie tego budżetu w pionie.
Ale czy on przy takich brakach da się poskładać? Czy trzeba będzie tak, jak mówił niedawno profesor Belka, wprowadzić autopoprawkę do budżetu?
- Jest to decyzja rządu. My nie możemy rządowi nakazać wprowadzenia autopoprawki. Ale wydaje nam się, że te ubytki, jakie się pojawią, mogą być większe. Osobiście szacuję je na 2,3 mld zł. To jest sporo pieniędzy.
Czyli wyjdzie na profesora Belkę, że deficyt 40 mld byłby tym deficytem optymalnym?