Reklama

Prestiżowy koszt autopoprawki

Publikacja: 21.11.2002 09:00

Jolanta Pieńkowska: Zakładając wariant pesymistyczny, czyli taki, którego domaga się Platforma, że abolicja jest niezgodna z konstytucją, to brakuje nam (w budżecie - red.) 600 mln zł, ale to nie wszystko, dlatego że znacznie mniejsze są wpływy z ustawy restrukturyzacyjnej. Ministerstwo Finansów zakładało, że będzie to 1,3 mld zł, a dobrze będzie, jak będzie 800 mln, czyli już brakuje nam ponad miliarda.

Zyta Gilowska, posłanka PO, przewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Publicznych: Akurat moim zdaniem nie będzie 800 mln. Jest to mało prawdopodobne. Ja szacuję te wpływy na 550-600 mln. A więc istotnie brakuje, ale brakuje również w innych miejscach. Trzeba zaznaczyć, że nie będzie na przykład wpływów, które rząd planował z tytułu zaległych opłat koncesyjnych, uiszczanych przez lokalnych operatorów telekomunikacyjnych. W budżecie przewidziana była kwota 372 mln zł. Dziwimy się, dlaczego rząd tę kwotę przewidział, ponieważ równocześnie, a szczerze powiedziawszy trochę wcześniej, wpłynął do Sejmu projekt rządowy ustawy o konwersji tych opłat (...), więc tych dziur jest więcej. Niestety, naszym zmartwieniem dzisiaj jest nie tyle poprawa tego budżetu, choć pan premier Kołodko reklamował budżet jako świetny i prosił, żeby go nie zepsuć, ile po prostu utrzymanie tego budżetu w pionie.

Ale czy on przy takich brakach da się poskładać? Czy trzeba będzie tak, jak mówił niedawno profesor Belka, wprowadzić autopoprawkę do budżetu?

- Jest to decyzja rządu. My nie możemy rządowi nakazać wprowadzenia autopoprawki. Ale wydaje nam się, że te ubytki, jakie się pojawią, mogą być większe. Osobiście szacuję je na 2,3 mld zł. To jest sporo pieniędzy.

Czyli wyjdzie na profesora Belkę, że deficyt 40 mld byłby tym deficytem optymalnym?

Reklama
Reklama

- Byłby deficytem niezbędnym zupełnie, żeby wykazać wydatki nie znajdujące pokrycia w planowanych dochodach i wskazać dofinansowanie poprzez deficyt budżetowy. Naszym problemem jest jednak rozchodzenie się wyobrażeń o tym, jakie pieniądze państwo może wydawać, z możliwościami finansowymi państwa. Ten budżet jest bardzo pasywny po stronie wydatków i ryzykowny po stronie dochodów. I teraz, znając nasze zwyczaje, wiemy, że zaplanowane wydatki będą prawie na pewno wykonane, a dochodów chyba nie będzie. Nie można czekać na to, że rząd sobie poradzi z wykonywaniem budżetu w trakcie roku budżetowego, bo jest to wariant najgorszy dla finansów publicznych i dla gospodarki. Rząd musiałby blokować niektóre wydatki. Takie działania, jak pokazuje doświadczenie, często wykonywane są na oślep, bez wzajemnych koordynacji i z dużą szkodą dla funkcji państwa.

A co rząd kosztowałoby wprowadzenie autopoprawki?

- Byłaby to w jakimś sensie prestiżowa porażka, dlatego że rząd sobie wymyślił, że w tym roku po raz pierwszy od początku polskiej transformacji budżet będzie uchwalony i podpisany przez prezydenta jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Plan ten, niesłychanie ambitny, doprowadził do tego, że w komisji finansów publicznych nad projektem ustawy budżetowej pracujemy w olbrzymim pośpiechu i na dokładkę nie mamy czasu na niezbędną refleksję, co by było, jeśli nie wszystkie wpływy okażą się wystarczająco realistyczne. (...)

(Fragment zapisu rozmowy. Polskie Radio III, 20.11.2002 r. Tytuł i skróty pochodzą od redakcji PARKIETU)

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama