Ostatnio wicepremier Kołodko miał pecha. Mocno nagłośnione oddłużenie przedsiębiorstw nie zainteresowało sporej części firm. W rezultacie zamiast zaplanowanych 1,3 mld zł wpływów budżet z tego tytułu dostanie niespełna 625 mln zł. Trybunał Konstytucyjny odrzucił ustawę o abolicji podatkowej - to kolejne 600 mln zł, których zabraknie w budżecie. Razem to blisko 1,3 mld zł. Minister miałby poważny problem z domknięciem przyszłorocznych finansów państwa, gdyby nie NBP. Bank centralny w tym roku zarobi bowiem więcej niż się spodziewał, dzięki czemu jego wpłata do budżetu wyniesie 4,68 mld zł, a nie nieco ponad 3,5 mld zł, jak wcześniej planowano.
Powodem większego zysku są ostrożne prognozy NBP. Przewidywał, że stopy procentowe za granicą spadną w większym stopniu niż to nastąpiło. Dzięki temu zarobił więcej na odsetkach od rezerw walutowych, które zdeponował na lokatach. Poza tym, NBP spodziewał się z kolei, że w naszym kraju stopy będą spadać wolniej, a także nie oczekiwał, iż nadpłynność w sektorze bankowym spadnie tak mocno, jak to nastąpiło. W rezultacie mniej wydał na operacje otwartego rynku. Bank centralny obawiał się również większych zmian kursu złotego wobec innych walut. A to nie nastąpiło, więc będzie mógł rozwiązać swoje rezerwy, co dodatkowo zwiększy jego dochód. NBP ograniczył też swoje koszty.
Nie wszyscy posłowie byli zadowoleni z tego dodatkowego zastrzyku pieniędzy. Zdaniem Zbigniewa Kuźmiuka z PSL należałoby przyjrzeć się operacjom w NBP, bo taka pomyłka jest niepokojąca. - Okazuje się, że jeśli bank jest odrobinę przyciśnięty argumentami, to może wygospodarować więcej niż planował - mówił poseł.
Jednak Zyta Gilowska z Platformy Obywatelskiej zwróciła uwagę, że sytuację ministra Kołodki ratuje bank centralny, który tak często staje się ofiarą krytyki rządu.
- Od 13 miesięcy wysłuchujemy ostrej krytyki pod adresem NBP. A okazuje się, że to właśnie NBP ma uratować źle skonstruowany budżet. To jednak warto było bronić niezależności banku centralnego, prawda? - mówiła w trakcie sejmowej debaty.