Ceny ropy naftowej rosły w czwartek przez drugi dzień z rzędu. Pojawiły się bowiem obawy, że mimo obecności w Iraku inspektorów ONZ trudno będzie uniknąć wojny na Bliskim Wschodzie oraz jej negatywnych skutków dla rynku paliw płynnych. Niepokój inwestorów wywołało oświadczenie prezydenta USA George'a W. Busha podczas konferencji NATO w Pradze. Ostrzegł on władze w Bagdadzie przed ukrywaniem broni chemicznej, biologicznej i atomowej, gdyż reakcją na fałszywe informacje lub zwłokę w ujawnieniu zbrojeń będzie atak. Strona iracka ma obowiązek ujawnienia do 8 grudnia zapasów broni. Wprawdzie Irak zgodził się na kontrolę bez uprzedzenia wszelkich obiektów, ale jednocześnie wiceprezydent Taha Yassin Ramadan dał do zrozumienia, że jego kraj nie pozwoli na szpiegostwo. Groźba konfliktu zbrojnego tak dalece zdominowała rynek, że zwyżce notowań nie była w stanie zapobiec wiadomość o wzroście zapasów ropy w USA. W Londynie baryłka gatunku Brent z dostawą w styczniu kosztowała po południu 24,81 USD, wobec 24,53 USD w końcu sesji środowej.
Złoto wykazywało najpierw skłonność do zwyżki notowań w związku z osłabieniem dolara wobec euro. Zahamowały ją jednak informacje o wzroście cen akcji i kruszec ten staniał w Londynie do 317,75 USD, z 317,85 USD dzień wcześniej.
Na notowania metali kolorowych decydujący wpływ miały fundusze inwestycyjne. Wczoraj dokonywane przez nie zakupy wywindowały cenę cynku do najwyższego poziomu od dwóch miesięcy. Kurs miedzi wahał się w wąskim przedziale i w Londynie metal ten w kontraktach trzymiesięcznych kosztował po południu 1625 USD za tonę, tj. o 1 USD więcej niż w środę. Maklerzy nie wykluczali spadku ceny, jeżeli nie uda się utrwalić tendencji zwyżkowej.