Po czwartkowej euforii wynik sesji w Stanach ustalić miał jedynie zakres wzrostu na piątkowe otwarcie. Po luce 13 pkt. kontrakty dotarły jeszcze na nowe szczyty 1222 pkt., ale już wraz z otwarciem rynku kasowego rozpoczęła się szybka przecena, która zamykając poranną lukę hossy przekreśliła możliwość większego wzrostu na piątkowej sesji. Część inwestorów może czuć się zawiedziona, ale takie uspokojenie wydaje się korzystniejsze dla rynku. Zbyt szybkie wzrosty jeszcze szybciej potrafią przerodzić się w głębsze korekty. Lepiej małymi kroczkami, ale systematycznie do góry.
Dla mnie obecnie nawet tak małe kroczki, jak wczorajsze 8 pkt. coraz bardziej przypominają chodzenie po polu minowym. Z pozoru wszystko wygląda jak najlepiej - ładne trendy wzrostowe, pokonane opory etc., ale gdzieś poza technicznym wyglądem rynku coraz bardziej brakuje sensownych podstaw pod obecne wzrosty, nie mówiąc o ich ewentualnej kontynuacji. Jeśli jest to gra pod przełamanie oporów w Stanach, to byki powinny się rozczarować. Jeśli inwestorów na parkiet przyciąga przyszłotygodniowa obniżka stóp, to nie zostało wiele czasu. Jest oczywiście bardziej optymistyczny scenariusz, w którym perspektywa wstąpienia do Unii daje zarządzającym jeszcze półtora roku alibi na kupowanie niektórych przewartościowanych spółek.
Niezależnie od naszych opinii warto pamiętać, że to "rynek ma zawsze rację" i walka z trendem wzrostowym bywa często bolesna. A trendu na razie nie sposób podważyć, czego chyba najlepszym przykładem ostatnia dwutygodniowa obrona zniesienia 38,2-proc. fali wzrostowej i następujące po niej nowe szczyty. Tak więc na razie nie pozostaje nic innego, jak utrzymywanie długich pozycji, a za "sapera" na coraz bardziej niebezpiecznym rynku niech działa średnia krocząca.