Akcjonariusze postawili przed Panem zadanie zwiększenia wartości Netii. W jaki sposób chce Pan ten cel osiągnąć?
Głównym elementem jest tu oczywiście zakończenie restrukturyzacji finansowej. Na razie systematycznie posuwamy się do przodu i mam nadzieję, że proces ten niedługo będzie za nami. Równolegle prowadzone są działania takie, jak w każdej firmie. Ich celem jest między innymi wzrost przychodów, rentowności i konkurencyjności spółki.
Przed Netią prowadził Pan działania restrukturyzacyjne w Wedlu i Horteksie. W obu firmach doszło do znaczącej redukcji zatrudnienia i wyprzedaży części aktywów. Czy tego samego należy spodziewać się w Netii?
To, że w przypadku moich poprzednich doświadczeń zawodowych sprzedaż majątku czy redukcja zatrudnienia były centralnym elementem restrukturyzacji, nie świadczy o tym, że moje podejście do biznesu sprowadza się do tego typu działań. W przypadku Horteksu były one absolutnie konieczne, by spółka zaczęła się bronić finansowo. Sytuacja Netii jest jednak diametralnie różna. Spółka nie ma 10 fabryk zatrudniających po tysiąc osób.
Rzeczywiście czyścimy bilans, ale nie przez sprzedaż majątku, a urealnianie wartości tej jego części, która nie jest rentowna i nie daje nadziei na poprawę w przyszłości. Przykładem może być przeprowadzony przez nas w ostatnim kwartale odpis wartości 27 tys. linii telefonicznych. Z powodu zobowiązań koncesyjnych były one położone w regionach, w których nie można się było spodziewać, że przychody przez nie generowane będą na tyle duże, by pokryć nakłady inwestycyjne.