Kieszeń podatnika bywa zagrożona pod rządami lewicy. Jeśli jednak chce się wyrwać kraj ze stagnacji i skłonić do tworzenia setek tysięcy miejsc pracy, to nawet lewica powinna rozważnie szafować nowymi, fiskalnymi ciężarami. Sąsiadujemy wprawdzie z dwoma krajami, rządzonymi przez lewicę, gdzie perspektywy gospodarcze są marne, ale podatki rosną. Są to Niemcy i Czechy. Tyle że tam działa siła wyższa. Zbiera się fundusze na odbudowę kraju po katastrofalnej powodzi. Czechy zdecydowały się na wzrost PIT dla lepiej zarabiających, podwyżki VAT na żywność i podstawowe usługi oraz akcyzy. Ten morderczy zamach fiskalny ma przynieść 9 mld koron, przy stratach powodziowych szacowanych na 60-90 mld. Niemiecka socjaldemokracja postępuje subtelniej. Ogranicza możliwości rozliczania straty (loss carry forward), ulgi budowlanej, rozszerza zakres podatku od zysków kapitałowych. Powinno to dać 4,2 mld euro w roku 2003. Oprócz strat powodziowych, dodatkowym motywem jest ryzyko naruszenia standardów Maastricht, jeśli chodzi o deficyt budżetowy.
Polska uniknęła szczęśliwie powodzi i na razie nie staje pod rygorami Maastricht. Za to stagnacja jest faktem, a potrzeba ożywienia rynku pracy oczywistością. Rząd niby to rozumie, ogłaszając rozmaite specustawy pod hasłem "zielonego światła" dla przedsiębiorczości. Jest nawet nadzwyczajna komisja w Sejmie, która boryka się z zalewem pomysłów, zgrupowanych jako program "Przedsiębiorczość-Rozwój-Praca". Ale to, co najważniejsze, czyli obciążenia fiskalne, rosną. Nie ma też szans na upragnioną przewidywalność warunków gospodarowania.
Kolejny zamach dokonany został chyłkiem, przy okazji nocnych głosowań budżetu 2003. Wzrosła składka na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych - z 0,08% podstawy wymiaru składki emerytalnej do 0,15%. Oznacza to wyjęcie 157 mln zł z kieszeni pracodawców. Po drugie, składka na ubezpieczenie zdrowotne wzrosła do 8%, przy czym tylko 7,75% może być odliczane od podatku dochodowego. To z kolei jest drenaż rzędu 900 mln zł. Przymusowe składki są de facto podatkami. Zachodzi podejrzenie naruszenia konstytucji. Na pewno wykolegowano Komisję Trójstronną. Jeśli zarzuty konstytucyjne się potwierdzą, byłaby to recydywa - po "rozstrzelaniu" ministra finansów przez Trybunał Konstytucyjny z okazji abolicji podatkowej i deklaracji majątkowych. Tak, czy siak, fiskalne zapędy rządu są faktem. Jest to silniejszy sygnał dla gospodarki, aniżeli rozmaite ukłony pod adresem przedsiębiorczości, w postaci specjalnych programów.
Zdrową gospodarkę budują powszechnie obowiązujące reguły, a nie uznaniowe wyjątki. Innymi słowy, cenniejsza jest podatkowa wstrzemięźliwość i przewidywalność, aniżeli okazjonalne nagrody, zwłaszcza jeśli premiują niesolidnych podatników i niepłacenie długów.