- Polski rząd jest zdania, że w każdym meczu trzeba grać do ostatniej minuty. W związku z tym zaproponowane przez Danię warunki końcowego kompromisu nie uważamy za ostateczne i chcemy jeszcze nad nimi dyskutować. Zresztą Anders Rogh Rasmussen, premier Danii, która obecnie przewodniczy "Piętnastce", sam przyznał, że mogą one ulec jeszcze zmianie - powiedział wczoraj Michał Tober, rzecznik prasowy rządu.
Zapowiedział on, że prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu zbierze się Rada Ministrów, aby ocenić duńskie propozycje i wypracować stanowisko rządu w tej sprawie.
Przypomnijmy, że we wtorek Dania, mimo sprzeciwu ze strony innych członków UE, zaproponowała Polsce i pozostałym krajom kandydującym korzystniejsze niż wcześniej zakładano warunki rozszerzenia w kluczowych sprawach.
Zgłosiła ona postulat, aby kraje kandydujące mogły uzupełnić dopłaty bezpośrednie dla rolników do 40% poziomu obecnie obowiązującego w UE poprzez przesunięcie części środków z funduszy przeznaczonych na rozwój wsi. Ponadto oferuje się nam też możliwość zwiększenia limitów na niektóre produkty rolne, m.in. mleka oraz pomoc w utrzymaniu płynności budżetu państwa w pierwszym roku członkostwa w wysokości ok. 440 mln euro. Wśród duńskich propozycji znalazła się też zgoda na utrzymanie 7-procentowego podatku VAT na usługi w budownictwie mieszkaniowym.
Warunki przedstawione przez Danię nie spodobały się jednak ministrowi rolnictwa Jarosławowi Kalinowskiemu. - W propozycjach we wtorek można znaleźć dużo zrozumienia, jednak nie usatysfakcjonują one polskich rolników. Jeżeli dopłaty dla polskich rolników wynosić będą tylko 40% stawek, jakie dostają dziś rolnicy unijni może to oznaczać, że w stosunku do Polski nie będą respektowane fundamentalne zasady Wspólnoty Europejskiej, tj. równe warunki konkurencji na jednolitym rynku - powiedział wczoraj J. Kalinowski.