Dwa dni temu kolega redaktor Grzegorz Dróżdż w tym samym miejscu utyskiwał nad brakiem poszanowania prawa w Polsce. Stawiał nawet (retoryczne) pytanie, kto rozliczy prawników z Ministerstwa Finansów za wpadkę z abolicją i deklaracjami majątkowymi.
Problem jednak nie w tym, jakie mamy prawo i jakich prawników w urzędach i prywatnych kancelariach. Ambaras bierze się z tego, że naszą cechą narodową jest niekonwencjonalne poszanowanie przepisów. Przykład idzie z góry i Szpalt w PARKIECIE
nie wystarczyłoby na opisanie wszystkich przypadków chorobowych, które obficie ujawniają się głównie w gmachu przy ul. Wiejskiej w Warszawie.
Być może nie zająknąłbym się na ten temat ani słowem, gdyby nie wydarzenia w Ożarowie i odblokowanie przez policję drogi okupowanej przez byłych pracowników Fabryki Kabli. Ponieważ modne jest ostatnio słuchanie pewnej rozgłośni z Torunia, i ja się na nią przełączyłem. Od razu usłyszałem posła Gabriela Janowskiego, tego, który odżywiając się rodzynkami i blokując płaty mózgowe odpowiedzialne za potrzeby fizjologiczne, kilka godzin w sali sejmowej przesiedział. Wybraniec mówił o łamaniu prawa przez policję, zachęcał mieszkańców okolic Ożarowa, aby przyjechali i wsparli protestujących. Bardzo płynnie przeszedł do konieczności obrony Polski i polskości. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że poseł ma niezbyt pochlebne zdanie o mojej i innych słuchaczy inteligencji. Czym prędzej radio wyłączyłem. Zapewne jednak wielu ludzi słuchało dalej i uwierzyło, że to policja, która odblokowała drogę, złamała prawo, a nie byli pracownicy.
Nie winię posła Janowskiego. Znudziły mu się rodzynki i znalazł sposób, jak się do politycznych konfitur dostać. On i jemu podobni bazują na najniższych instynktach ludzi, którzy w nowej rzeczywistości się zagubili i uciekają od wolności wymagającej samodzielności i odpowiedzialności za własne czyny. Pracownicy w Ożarowie woleli pół roku drogę bezczynnie blokować, niż rozejrzeć się za nową pracą. Nie skorzystali też z oferty przedstawionej przez byłego pracodawcę.