Po sześciu kolejnych wzrostach kontrakty grudniowe na WIG20 stanęły w miejscu. Osiągnięte już w poniedziałek 1250 pkt. także na wczorajszej sesji nie zostało przekroczone. Jednocześnie obsunięcie od szczytu wyniosło zaledwie 9 pkt., co najlepiej obrazuje równowagę na rynku.

Ostatnie notowania w niczym nie zmieniają faktu, że trend ma kierunek wzrostowy. Po wybiciu ponad ukształtowany na początku miesiąca szczyt tendencja ta nabrała charakteru średnioterminowego. Dla mnie oznacza to, że zajęcie krótkich pozycji jest niedopuszczalne. A miejsce, w którym znalazł się rynek, jest trochę kuszące. Wykres kontynuacji dotarł do górnego ograniczenia kanału wzrostowego, który opisuje całą zwyżkę. Z tym, że górna linia tej formacji, od której właśnie odbija się wykres, nie jest zbyt wiarygodna. Na razie bowiem opiera się tylko na jednym punkcie. Być może to właśnie gra pod tę linię sprawia, że misie wciąż nie uciekają z rynku. Liczba otwartych pozycji na wszystkich kontraktach na WIG20 zbliża się do 24 tysięcy.

Przestrogą dla posiadaczy krótkich pozycji niech będzie długość pierwszej fazy wzrostów, zakończonej 4 listopada. Wykres kontynuacyjny podniósł się o 166 pkt. Gdyby w tej fali również miał zyskać tyle samo, to jego wartość wzrosłaby do 1301 pkt. Licząc od wczorajszego zamknięcia wciąż jest 600 zł do stracenia. Ile można zyskać, grając "pod kanał"? Zakładając, że spadek sięgnie przynajmniej dolnej granicy tej formacji, zysk może wynieść 750 zł.

Z punktu widzenia analizy trendu dopiero przełamanie dolnej granicy kanału będzie, w mojej opinii, uprawniać do opowiedzenia się po stronie niedźwiedzi. Na 1187 pkt. znajduje się szczyt z 4 listopada, stanowiący najważniejsze w tej chwili wsparcie.