W piątek notowania na międzynarodowym rynku naftowym wahały się nieznacznie. Inwestorzy przejawiali bowiem małą aktywność w związku z przerwą świąteczną w USA, która unieruchomiła na dwa dni tamtejsze giełdy towarowe. W Londynie przeważyła słaba zwyżka notowań i za baryłkę ropy Brent z dostawą w styczniu płacono po południu 25,15 USD, wobec 25,01 USD w końcu sesji czwartkowej. Tendencji tej sprzyjało kilka zjawisk. Oczekiwano zwiększonego popytu na olej opałowy w USA w związku z zapowiedzią ochłodzenia na wschodnim wybrzeżu, podczas gdy ostatnie dane wykazały spadek zapasów tego paliwa. Jednocześnie utrzymywała się niepewność dotycząca sytuacji na Bliskim Wschodzie. Inspektorzy ONZ przez kolejny dzień kontrolowali irackie obiekty w poszukiwaniu broni chemicznej, biologicznej i atomowej. Jej wykrycie wciąż grozi poważnymi konsekwencjami, łącznie z wojną. Do wzrostu notowań przyczyniła się też informacja, że kraje OPEC zmniejszyły w listopadzie wydobycie ropy naftowej o 1,2%. Ocenę taką przedstawiła firma doradcza PetroLogistics.
Małe obroty cechowały również rynek złota. Po czwartkowym ataku bombowym w Kenii inwestorzy woleli powstrzymać się ze sprzedażą tego kruszcu do następnego tygodnia. W Londynie zdrożał on do 318,95 USD za uncję, z 317,85 USD w czwartek.
Tymczasem na rynku miedzi przeważała optymistyczna atmosfera, do której przyczyniły się spore zakupy tego metalu w Azji. Inwestorzy liczyli na wyraźniejszy wzrost notowań, który może wywindować cenę miedzi do ponad 1850 USD za tonę. Czekali jednak na dalsze dane dotyczące gospodarki amerykańskiej. Miedź w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w Londynie 1654 USD za tonę, wobec 1637 USD dzień wcześniej.