Środowa sesja rozpoczęła się łudząco podobnie do dwóch poprzednich. Stosunkowo niskie otwarcie, a następnie stabilny wzrost do oporu w postaci luki bessy z 25 czerwca (1257 pkt.) wypełniły znany scenariusz. Później jednak okazało się, że byki, po przypuszczeniu ataku głównie na cięższe spółki, są zbyt słabe, żeby pokonać wspomniany opór już teraz. Inwestorzy najwyraźniej potrzebują głębszej korekty (np. do okolic 1200 punktów), aby zebrać gotówkę i siły do przebicia kolejnego oporu.
Oprócz "zmęczenia" ostatnimi wzrostami do korekty "zachęcają" ostatnie obawy Wima Duisenberga, który stwierdził, że istnieje ryzyko osłabienia wzrostu w strefie euro. Już następnego dnia, po tym jak prezes EBC publicznie podzielił się swoimi niepokojami, dotarły do nas dane potwierdzające problemy największej z europejskich gospodarek. W listopadzie bezrobocie w Niemczech wzrosło o 35 tys. osób, czyli do 9,7% przed uwzględnieniem czynników sezonowych, co jest wynikiem zdecydowanie gorszym od oczekiwań. Ponadto spadła (o 0,7% m/m) sprzedaż detaliczna w październiku. Prognozy niezależnych instytucji również wróżą nie najlepiej - firma konsultingowa Creditreform ocenia, że w tym roku zanotowana zostanie rekordowa liczba ogłaszanych przez firmy niewypłacalności. Co gorsza, na przyszły rok ta sama firma przewiduje dalszy wzrost liczby przedsiębiorstw z tego typu problemami.
Po takich informacjach dość powszechnie oczekuje się obniżki stóp procentowych o 50 pkt. podczas czwartkowego posiedzenia EBC. Jednak szacując jej skalę, należy pamiętać o tym, że prezes Wim Duisenberg wielokrotnie wspominał (również podczas ostatniego spotkania) o dużym znaczeniu strukturalnych przyczyn braku ożywienia. Zatem jeśli obniżka wyniesie np. 25 punktów, rynki mogą być nieco rozczarowane. Pocieszenie i nadzieję na poprawę sytuacji (w efekcie również w Europie) niosą dane z USA, gdzie o 1,5% w październiku wzrosły zamówienia w przemyśle. Indeks aktywności gospodarczej, poza przemysłem, w listopadzie wzrósł 10. miesiąc z rzędu, osiągając wartość 57,4 pkt.