Zagraniczne rynki akcji na serio wzięły się do wypełniania wieloletniego wzorca zachowań. Oprócz tzw. efektu stycznia wzrosty uzasadnia imponujący wzrost amerykańskiego PKB w III kwartale tego roku, który zamyka usta zwolennikom double dip (przynajmniej na jakiś czas). Wzrost gospodarczy w Ameryce jest wysoki, jednak wciąż nie widać tego po rezultatach finansowych wielu firm, zwłaszcza z sektora technologicznego. Zwyżka Nasdaq Composite od początku października o 1/3 jest swoistą grą va banque, której wynik poznamy w pierwszym półroczu 2003 roku. Inwestorzy oczekują dużej dynamiki wzrostu zysków high-techów i już je dyskontują. Problem w tym, że gdyby założyć, że zyski te dla całego sektora powinny poprawić się o przeszło 30%, to okazałoby się wtedy, że oczekiwania popytu są mocno optymistyczne. W żadnym z czytanych przeze mnie opracowań analitycznych nie znalazło się stwierdzenie, że zyski w 2003 roku wzrosną powyżej 25%. Dyskontowanie dalszej przyszłości jest jeszcze bardziej ryzykowne. Zachowanie Nasdaq Composite oznacza, że na rynki powrócił ponownie optymizm. Jak zwykle w dość zaawansowanym trendzie wzrostowym, jaki obecnie obserwujemy, optymizmu jest zbyt dużo.

Pokłady optymizmu zostały nadszarpnięte wczoraj po tym, jak kilka banków inwestycyjnych skorygowało w dół oczekiwania dotyczące zysków spółek technologicznych (m.in. dla Maxim Integrated, Linear Technology, AOL Time Warner). Koniec roku to tradycyjnie żniwo dla firm handlowych. Tutaj również trudno o pozytywy, ponieważ Federated Department Stores, jedna z dużych sieci detalicznych, wyraziła obawy, że aktywność klientów w tym roku będzie niższa od oczekiwanej.

Oceny obecnej sytuacji, makro są rozbieżne. Jeff Rubin główny strateg CIBC World Markets, powiedział: "po raz pierwszy od prawie 50 lat ceny w sektorze prywatnym spadają, oznacza to, że jesteśmy świadkami deflacji i Fed powinien przyciąć stopy do zera". Teza odważna, ale dobrze ilustruje, że pomysły na ożywienie nie są jednoznaczne, i obawy o trwałość wzrostu PKB nie słabną.