Powodem złożenia wniosku PO jest orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy o abolicji podatkowej i deklaracjach majątkowych. Trybunał orzekł, że przepisy są niezgodne z konstytucją. Tymczasem abolicja miała dać państwowej kasie ok. 600 mln zł w przyszłym roku. Brak tych dochodów i mniejsze niż zakładano wpływy z opłaty restrukturyzacyjnej zmusiły Sejm do zmian w strukturze budżetu na 2003 r.
O tym, że abolicji nie będzie, stało się jasne dopiero przed sejmowym drugim czytaniem budżetu. Opozycja nie może darować wicepremierowi Kołodce, że jego resort napisał tak zły projekt ustawy. - Przepisy były nieprecyzyjne, mylące, skandalicznie źle przygotowane. Minister Kołodko dokonał zamachu na zasady państwa prawa - mówił w imieniu wnioskodawców poseł Zbigniew Chlebowski. Według niego druzgocąca krytyka przedstawiona przez Trybunał to efekt jawnego łamania konstytucji, jakiego dopuszczono się przy tworzeniu ustawy.
Posłowie koalicji stanowczo bronili wicepremiera. Ich zdaniem żądania dymisji to polityczna gra opozycji. - Miałem już do czynienia z wieloma wnioskami o wotum nieufności, ale żaden nie zawierał tak bzdurnego uzasadnienia - mówił wiceprzewodniczący komisji Stanisław Stec (SLD).
Sam zainteresowany nie poczuwa się do winy. Zdaniem wicepremiera, rząd musi mieć dodatkowe instrumenty do walki z szarą strefą. Ustawa o abolicji i deklaracjach majątkowych dawała mu takie narzędzia. Dodał, że nie popełniono żadnego błędu w procedurze uchwalania ustawy. Trybunał Konstytucyjny to też element tej procedury, a jego orzeczenie oznacza, że w Polsce rządzi prawo, a nie "czyjeś widzimisię", przekonywał Grzegorz Kołodko.
- Ten wniosek odbieram jako wymierzony nie we mnie, ale w całą rządzącą większość. Apeluję o jego wycofanie. W innym razie będzie to dowód złej woli - mówił minister finansów. Jednak według regulaminu Sejmu wniosku o wotum nieufności nie można wycofać. Debata nad nim odbędzie się na najbliższym posiedzeniu Sejmu.