Analitycy oczekują, że prezes spółki Anders Igel przystąpi do redukcji zatrudnienia w największej szwedzkiej firmie telefonicznej po kupieniu przez nią za 8,8 mld USD fińskiego rywala Sonery. Igel znany jest z tego, że umie ciąć koszty, czego dowiódł przed kilku laty w Ericssonie i później jako prezes spółki produkującej sprzęt biurowy Esselte. Teraz musi wykazać, że dwa dawne monopole telekomunikacyjne po połączeniu mogą być bardziej wydajne. Zwłaszcza że obiecał, iż ich fuzja pozwoli na obniżenie kosztów o 2,3 mld koron rocznie od 2005 r.
Europejskie telekomy, w tym również Sonera, wydały przed dwoma laty łącznie 100 mld USD na licencje na nową generację telefonii komórkowej (UMTS). Sonera popadła w długi po kupieniu za 3,6 mld USD zezwolenia na taką działalność w Niemczech. Fińska spółka sprzedała akcje, zmniejszyła zatrudnienie, zmieniła prezesa i w końcu zgodziła się na przejęcie przez Telię, która nie brała udziału w wyścigu o licencje UMTS.
W Telii pracuje teraz 16 tys. osób, a w Sonerze 7400. Igel szczegóły planu redukcji kosztów w nowej spółce poda zapewne dopiero w lutym.
Zdaniem analityków, w szwedzkiej spółce jest jeszcze sporo do zrobienia pod tym względem. W III kwartale jej marża EBITDA wyniosła 30% przychodów ze sprzedaży, w porównaniu z 36% Sonery i 32% norweskiego Telenoru.
Igel zaczął już zwolnienia w nierentownych jednostkach. 400 osób straciło pracę w spółce światłowodowej, a 250 w duńskim oddziale telefonii stacjonarnej. Teraz przyszła kolej na ten sam segment w Szwecji. Konsumenci coraz częściej korzystają z połączeń komórkowych, co oznacza, że popyt na usługi stacjonarne nadal będzie spadał. W III kwartale dały one 56% przychodów Telii. Nie bardzo można też liczyć na dalszy rozwój telefonii komórkowej, bo już teraz korzysta z niej 80% Skandynawów.