Reklama

Chłopi zagłosują na tak

Z posłem Markiem Sawickim, prezesem zarządu wojewódzkiego PSL na Mazowszu, rozmawia Jacek Uryniuk

Publikacja: 12.12.2002 09:12

Jakby Pan określił obecny stan negocjacji Polski z Unią w kwestiach rolnych?

Użyję obrazowego porównania. Unia to pociąg, który odjeżdża. Musimy się spieszyć, aby do niego wsiąść. Niedługo nas zaproszą do środka i będziemy musieli zapłacić za bilet. Wciąż jednak nie wiemy, czy będziemy mieli miejsce siedzące, czy może będziemy musieli tam stać i wreszcie, czy wpuszczą nas do wagonu restauracyjnego. Te niewiadome muszą zostać wyjaśnione w ostatnim etapie negocjacji.

Co zmieni się w życiu przeciętnego rolnika po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej?

Rolnicy będą mieli przede wszystkim zagwarantowany zbyt na swoje produkty. Chodzi tu głównie o cztery rynki: mleka, wołowiny, cukru i zboża. Dzisiaj rolnik nie wie, czy będzie miał komu sprzedać swoje produkty. Po wejściu do Unii każdy z nich będzie mógł sprzedać tyle, na ile dostanie limit produkcji. Wysokość tych limitów nie jest jeszcze określona, gdyż negocjacje wciąż trwają. Poza tym rolnicy dostaną dopłaty zależne od powierzchni gospodarstwa. Jednak będzie to miało konsekwencje dla konsumentów. Chciałbym wszystkich ostrzec, o czym się, niestety, głośno na razie nie mówi, że zaraz po przystąpieniu naszego kraju do UE ceny żywności wzrosną, nawet o kilkadziesiąt procent. Nie stanie się to oczywiście 2 maja 2004 r., ale w 6, 10 miesięcy później. Warto mówić o tym teraz, aby później nie było przykrej niespodzianki.

Czy system dopłat, polegający na obliczaniu ich wysokości w zależności od powierzchni gospodarstwa, jest sprawiedliwy?

Reklama
Reklama

Ja od początku go krytykowałem i byłem mu przeciwny. Taki system nie promuje bowiem gospodarstw, które chcą się rozwijać i zwiększać swoją wydajność, a sprzyja gospodarstwom dużym. Jednak biorąc pod uwagę możliwości wykorzystania środków unijnych oraz opóźnienia z przygotowaniem systemu IACS, w pierwszych latach członkostwa powinien się sprawdzić. Na dłuższą metę trzeba jednak z niego zrezygnować.

Zakładając, że naszym negocjatorom uda się przekonać stronę unijną do zwiększenia dopłat dla polskich rolników, to na jaką sumę polscy chłopi realnie mogą liczyć?

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przedstawiania sytuacji w ten sposób. Jeżeli się, na przykład, okaże, że do każdego hektara gruntów rolnik posiadający np. 50 hektarów dostanie po tysiąc złotych, czytelnik może zostać wprowadzony w błąd. Pomyśli sobie tak: oto rolnik co roku dostanie 50 tys. zł z tytułu posiadania takiego areału, czyli co roku będzie mógł za to kupić samochód. Ale czytelnik musi też wiedzieć, że rolnicy na Zachodzie za to samo dostają kilka razy więcej, i to z nimi nasi chłopi będą musieli konkurować, a koszty produkcji w Polsce nie spadną. Dla nas najważniejsze są więc nie sumy, a równe warunki konkurencji. Dlatego proponujemy własne rozwiązania, które mimo mniejszych dopłat pozwolą polskim producentom na sprostanie konkurencji. Mam na myśli np. ustawę o biopaliwach.

Czy po wejściu do Unii Europejskiej polscy producenci artykułów żywnościowych będą mieli większe szanse konkurowania na rynkach zagranicznych?

Na pewno rynki innych krajów Unii zostaną otwarte przed polskimi wyrobami. Powstaje jednak pytanie, czy w tym krótkim okresie, jaki pozostał do wejścia Polski do UE, będziemy w stanie wypromować polskie marki oraz czy będziemy w stanie je ochronić. Może się przecież okazać, że zaraz po akcesji w Hiszpanii, Francji czy Niemczech powstaną zakłady produkujące kiełbasę toruńską czy krakowską według polskich receptur, a Polacy nie będą mieli z tego nic.

Czy rolnicy zagłosują na tak w referendum akcesyjnym?

Reklama
Reklama

Jeżeli udałoby się wynegocjować możliwość uzupełniania dopłat bezpośrednich dla rolników ze środków krajowych, to rolnicy powinni zaryzykować i zagłosować na tak w referendum akcesyjnym. I myślę, że tak się stanie, pod warunkiem oczywiście, że zostanie przeprowadzona uczciwa kampania informacyjna, a nie propaganda, z jaką obecnie mamy do czynienia. Bo jeżeli ja słyszę w unijnej reklamie radiowej wypowiedź holenderskiego rolnika, który w Polsce ma tysiąc hektarów ziemi i się chwali, że całkiem tu dobrze mu się gospodaruje, to ja się nie dziwię polskim chłopom, że oni Unii się boją. Przecież od razu sobie myślą, że w Polsce wszystkie gospodarstwa będą miały po kilkaset hektarów i tylko takie przetrwają, a te mniejsze są skazane na bankructwo. Polscy rolnicy potrzebują rzetelnej informacji. Jeżeli ją dostaną, to 70% z nich będzie za wejściem Polski do Wspólnoty.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama