Odwrót popytu na głównych rynkach akcji trwa. Nadszedł czas realizowania zysków. Wzrosty o 25-33% w obliczu wielu niejasności dotyczących cyklu w gospodarce oraz sytuacji na scenie geopolitycznej są wystarczającym czynnikiem do pozbywania się akcji. Obawy inwestorów wywołały w środę dwie rzeczy. Szef największego na świecie producenta półprzewodników - Intela wyraził swoje wątpliwości, że jest zbyt wcześnie, aby ogłaszać ponowny boom na rynku technologii. To podważyło nastroje inwestorów z Nasdaqu. W świecie polityki nie zabrakło również niepokojącej informacji. Hiszpański okręt zatrzymał statek wiozący 15 rakiet typu scud z Korei Północnej do Jemenu. Odżyły obawy o konflikt w Zatoce Perskiej, który w ostatnich tygodniach nieco przycichł.
Mimo kontynuacji spadków, na amerykańskich rynkach akcji niewiele się zmieniło. Średnie kroczące na najważniejszych giełdach nie zostały przełamane, co oznacza, że wciąż należy wstrzymać się z oczekiwaniami na głębszą zniżkę. Najsłabiej wygląda Euroland. DJ Stoxx 50 5 grudnia pokonał średnioterminową średnią kroczącą i wszedł w fazę spadków do dna z września i października. Giełdy europejskie od kilku tygodni należą do najsłabszych wśród rynków akcji na świecie. Ożywienie zapoczątkowane w październiku wypadło blado w porównaniu z Ameryką. A teraz dochodzi do tego najsilniejszy trend spadkowy. Coraz częściej pojawiające się komentarze, że gospodarka niemiecka zaczyna być podobna do japońskiej, nie są pozbawione sensu. Ostatnia obniżka stopy repo przez EBC została praktycznie zignorowana przez inwestorów. Giełdy niemiecka i japońska są dość wyraźnie ze sobą skorelowane. Nikkei 225 należy również do najsłabszych indeksów na świecie. Do tego zdążyliśmy się jednak już przyzwyczaić od wielu miesięcy.
Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej. W tygodniu poprzedzającym ten okres obroty na giełdach słabną, a indeksy nie notują gwałtownych zmian. Prawdopodobnie tym razem będzie podobnie. W Ameryce oczekuję trendu bocznego, w Eurolandzie i Japonii zaś kontynuacji przeceny.